L: Tak, przepięknie - odpowiedziałam.
Spojrzałam na Navala, który wydawał się czule wpatrywać w moje oczy. Odwróciłam wzrok, jak poparzona, w przeciwnym kierunku. Puls mi przyśpieszył, spłonęłam rumieńcem.
Na: Coś nie tak z tobą? - zapytał trochę zaniepokojony.
L: Nie, nie. Wszystko w porządku... - starałam się opanować.
Pies uśmiechnął się. Niestety, jego oczy nadal wyglądały zalotnie. Musiałam coś wymyślić, zbyt krótko znałam Navala, żeby już zostać jego partnerką. Nagle wyczułam jakieś zwierzę. "To sarna!" - krzyknęłam ze szczęścia w myślach "Odciągnę nią uwagę tego romantyka".
L: Ciii... - syknęłam cicho - gdzieś w pobliżu jest sarna.
Pies od razu zapomniał o mojej piękności, musiał być piekielnie głody.
Na: Gdzie! - machał głową na wszystkie strony.
L: Spłoszysz nią... - położyłam łapę na jego grzbiecie i przycisnęłam nią Navala do ziemi.
Węszyłam przez chwilę, aż udało mi się zlokalizować położenie zwierzyny. Zaczęłam się czołgać w stronę lasu, który był za plażą. Mój zmysł mnie nie zmylił, na polanie pasła się młoda koza.
Chciałam podejść, jak najbliżej ofiary. Byłam bliżej i bliżej. Sarna jednak musiała mnie usłyszeć. Przestała skubać trawę i bacznie nadstawiła uszu. Nie czekałam dłużej i ruszyłam na nią. Pościg nie trwał zbyt długo. Udało mi się powalić ofiarę. Wgryzałam się w jej gardło, aż nie przestała oddychać.
Na: Wow, brawo Lauren! - przybiegł troszkę zaśliniony.
L: Proszę, to dla ciebie, widzę, że długo byłeś na głodniaku. - Oblizałam krew z pyska.
Chciałam niezauważona pójść sobie i zostawić psa sam na sam z sarną. Na szczęście był on tak zajęty jedzeniem, że udało mi się to. Nie odeszłam jednak daleko, żeby Naval mógł mnie odnaleźć. Położyłam się obok dużego głazu i czekałam na towarzysza. W końcu nadszedł.
<Naval? ;p>