Zmęczeni klapnęliśmy przy pniu. Dyszeliśmy i dyszeliśmy. Wtem odezwał się Rudi.
R: Cieszę się, że dołączyłaś.
S: Tak bynajmniej teraz mam swoją watahę i nie wałęsam się bez celu.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i zamerdaliśmy ogonami.
R: To co teraz robimy?
S: Przejdziemy się gdzieś?
Rudiko szczeknął w odpowiedzi.
S: Gdy biegłam widziałam jezioro. Może tam się udamy?
R: Weźmy tylko ze sobą jedzenie i urządzimy sobie piknik.
~Godzinę później przy jeziorze~
R: A czym ty się zajmujesz?
S: Jestem dowódcą wojsk.
Rudiko pokiwał łbem.
R: Ja wojownikiem.
S: Oooo, czyli jesteś raczej pod moim dowództwem.
Wyszczerzył się do mnie.
R: Widzisz. Ktoś musi być.
S: Rudi masz ranę na łapie - zauważyłam i od razu moje uszy oklapły.
R: To nic
S: A jak wda się zakażenie?
Rudiko nie wyglądał na przekonanego.
S: Chodź zrobię ci opatrunek.
<Rudiko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz