środa, 16 lipca 2014

Od Eden'a - Powitanie

Dwa miesiące, może trzy… nie wiedziałem dokładnie ile czasu minęło odkąd moi byli właściciele porzucili mnie na drodze. Od tamtej pory moje życie nie wyglądało najlepiej. Żeby przeżyć musiałem kraść ludziom jedzenie, co wcale nie było proste, więc często słaniałem się z głodu. Najtrudniej było jednak pogodzić się z brakiem ciepłego domu – byłem zmuszony spać w ciemnych i obskurnych miejscach, często na dworze, przesiąknięty deszczem. Ale cóż… takie życie. Trzeba iść dalej.
Tego dnia wędrowałem po rozległych zielonych równinach. W oddali można było dostrzec wysokie góry. Cały czas słyszałem szum płynącej niedaleko rzeczki. Nagle usłyszałem głośne szczeknięcie. Odwróciłem się i zobaczyłem biało-czarną suczkę. Patrzyła na mnie, wyraźnie zdenerwowana. Nie miałem ochoty wdawać się w bójkę.
Ed: Eee… Cześć. Jestem Eden. Przepraszam, jeżeli wszedłem na twój teren… - zacząłem nieśmiało.

(Asai?)

Od Ami C.D. Od Alphy Juniora

Am: A co byś chciał o mnie wiedzieć?
Al: Np. opowiec mi swoją historię.
Am: No jak chcesz. Zacznę od tego że jestem psem rodowodowym , choć to nie znaczy że jestem z tego dumna.
Al: Dlaczego?
Am: Bo to właśnie był mój problem. Cały czas przygotowania na wystawę, nauka sztuczek, zdrowe odżywianie. Ani chwili czasu na relaks! Miałam tego dość pewnego dnia wyskoczyłam z samochodu przez otwarta szybę, uciekłam i trafiłam tu.
Al: No to nieźle. A jakie masz stanowisko?
Am: Obrońca. Teraz ty mów o sobie.

Alphik?

wtorek, 15 lipca 2014

Nowy pies

Powitajmy Eden'a. C:

Od Darshy C.D. Od Mimry i Rey'a

A więc nie dość, że psy nie miały mi za złe wejścia na ich teren, to jeszcze przyjęły mnie do sfory. Nie ma to jak szczęście w życiu.
Nowa znajoma zaprowadziła mnie nad to samo jezioro, w którym się kąpałam.
M: Tutaj znalazł cię alfa, co nie? To są Wiszące Potoki.
Da: Jeszcze żadna nazwa tak bardzo nie pasowała do swojego odpowiednika - stwierdziłam.
M: Mówisz tak, a nie widziałaś jeszcze Purpurowego Wybrzeża.
Spojrzałam dziwnie na suczkę.
Da: Naprawdę...?
M: Tak, zwłaszcza przy zachodzie słońca.
Da: Ojej. Chyba będę musiała to zobaczyć, bo nie uwierzę.
Następnie Mimra udała się do lasu, a ja za nią.
M: Tutaj znajduje się Golden Forest - oświadczyła.
Nagle usłyszałyśmy kroki.
M: Kto idzie?!
Re: To tylko ja - uspokoił nas pies, którego też niedawno przyjęto do sfory. - Zauważyłem, że odbywa się tu wycieczka krajoznawcza, więc postanowiłem dołączyć.
Ten pies stał razem ze mną w oczekiwaniu na przyjęcie przez alfę. Widocznie nie miał innego wyjścia i poszedł za nami. 
Re: Jestem Rey - przedstawił się.
M: Mimra - odparła mu suczka.
Da: A ja Darsha.
*Mimra, Rey? Musiałam wywinąć się od dwóch opek *

Konkurs

Dum.. dum... dum.
Konkurs wygrywa Eddie i jego piosenka Dogs Sing For A Cure - We Could Be Heroes!
Niestety jako iż 3 piosenki miały po tyle samo głosów robimy dogrywkę.
Eddie dostaje 1000 DK i proszę by napisał mi co chciałby otrzymać ze sklepu, a jego piosenka zostanie ustawiona jako hymn sfory.
Gratuluję! C:

~Alfa Nero Nevo

Żegnamy

Tym razem z naszej sfory odchodzi
Crystal (Nie pisanie opowiadań)

~Alfa Nero Nevo

Od Alphy Juniora C.D. Od Ami

Al: To chyba i tak długie imię? - zaśmiałem się. - Mów mi Alph, albo Alphik... Alfi to też fajne imię, ale ja bym je przeciągną przez ''ph''. Alphi.
Am: A czemu nie Juni?
Al: A tak...
Wesoło się zaśmiałem.
Al: Nie, no mów jak chcesz. 
Ona też się uśmiechnęła. Bardzo słabo ją znam. Bardziej znam inne suczki ze sfory, choć nigdy ich nie widziałem
Al: Może opowiesz mi coś o sobie?
Suczka cicho zachichotała i rzekła:
Am: Ale ty mówisz zaraz po mnie.
Al: Spoko.

Ami?

Od Rey'a - Powitanie

Przechadzałem się właśnie koło jeziora, chciałem sobie to wszystko przemyśleć... czy jednak wrócić czy zostać tutaj. Usłyszałem plus wody, na chwilę przeszył mnie prąd rozkoszy. Może to królik ? miałem teraz taką ochotę na małego tłustego króliczka. Szybko pobiegłem w stronę dźwięku ale nie zastałem tam żadnego królika, tylko małego Yorka. Suczka była cała mokra ale wyraźnie zadowolona z siebie. Gdy do niej podszedłem cała się zatrzęsła i zaczęła się tłumaczyć. Pokręciłem tylko głową wyraźnie zawiedziony z braku pożywienia dla mnie. Zaproponowałem jej żebyśmy poszli do alfy i zdecydowali co dalej poczniemy. Mała wyraźnie była pogodną życia psiną i baaaaardzo dużo gadała, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Gdy doszliśmy do większej polany gdzie siedziały inne psy inni skierowali wzrok na mnie i na nią. Ciągle mnie to dręczyło że jestem tu taki nowy i nikogo nie znam. Alfa do nas podszedł i spytał się o co chodzi ? Popatrzył na nią czekając na wyjaśnienia.

<Darsha?>

Od Asai - Blizna

Pewnego słonecznego dnia, wylegiwałam się na słońcu niczym kot, gdy nagle usłyszałam szelest liści. Po czym ujrzałam wyłaniającą się z zarośli sylwetkę psa. Jak się okazało, była to Skyler – dowódca wojsk, więc jakby nie patrzeć, byłam do jej dyspozycji. 
S: Cześć Asai, mam do Ciebie pewne pytanie... Masz chwilkę, żeby mi na nie odpowiedzieć?
As: Zależy czego dotyczy twoje pytanie. 
S: Ktoś powiedział mi, że zauważył na twoim karku dość dużą bliznę. Jak do niej doszło?
As: Widzę, że wieści szybko się rozchodzą... Cóż, znasz moją historię, prawda?
S: Tak, znam.
As: Więc wiesz, że urodziłam się w hodowli psów... pewnego dnia, właściciel owej hodowli, przyszedł do pomieszczenia w którym byliśmy przetrzymywani, i siłą wyciągnął z niego moją serdeczną przyjaciółkę Mikkę. Zanim zamknął drzwi, zdążyłam ugryźć go w nogę, w drugiej ręce trzymał scyzoryk, którym przeciął smycz, na której uwiązana była Mikka. Mężczyzna był wściekły... Może to przez emocje, może tego chciał... Mocno uderzył mnie w brzuch i wstając... Naciął scyzorykiem mój kark.

<Skyler?>

Od Asai C.D. Od Nesser'a - Intruz

As: Cóż, myliłeś się.
Ness: Właśnie widzę... Dlaczego za mną poszłaś?
As: Trochę się nudziłam, i pomyślałam, że moglibyśmy trochę pobiegać. Masz ochotę? 
Ness: Nie wypada mi odmówić, i tak mi się trochę nudziło.
As: Więc nie traćmy czasu.
Pobiegłam pierwsza, Nesser został z tyłu, cóż byłam trochę za szybka. Zwolniłam, po czym się zatrzymałam. 
As: Może zrobimy wyścig? Do tamtego dębu.
Ustawiliśmy się w jednej linii, po czym Nesser głośno zaszczekał i ruszyliśmy pędem przed siebie. Przez kilka sekund prowadziłam, byłam rozanielona, gdyż czułam się zespolona z wiatrem, a to najpiękniejsze uczucie na świecie. Nie minęła chwila, gdy z lewej strony wyskoczyło jakieś zwierze, powaliło mnie na ziemię i zaczęło gryźć. Dam sobie z nim radę, pomyślałam, po czym zaczęłam agresywnie warczeć, zrzuciłam z siebie przeciwnika i sama rozpoczęłam atak. Gdy uporałam się z moim oprawcą, zauważyłam, że Nesser również poradził sobie z przeciwnikiem. Dopiero teraz zobaczyłam jakie zwierzęta nas zaatakowały. Wilki. 
Ness: Wracajmy.
As: Nie możemy, jeżeli wrócimy tą samą drogą, wilki będą na nas czekały – i nie będzie ich mało. Możemy natrafić na całą watahę...
Postanowiliśmy iść dalej. Po paru minutach wędrówki, stało się coś, co było dość przewidywalne. Trafiliśmy na watahę pełną agresywnych wilków. Od razu rozpoczęły zmasowany atak.
As: Damy sobie z nimi radę Nesser. Nie ważne co by się stało, nie poddawaj się!
Cztery wilki rzuciły się z impetem na Nesser’a. Dla mnie zostało siedmiu przeciwników. Chciałam wierzyć w to, że wyjdziemy z tego bez szwanku. Jednak wiara, to nie wszystko. Nie dałam rady, zamknęłam oczy. Ostatni raz otworzyłam oczy, by ujrzeć co dzieje się z Nesserem. Upadł. Wilki rzuciły się na jego leżące ciało. Później... nie wiem co się stało. Obudziłam się, nie wiedziałam ile dokładnie czasu minęło, i co się ze mną działo, ale wiedziałam, że porwały nas wilki. Oficjalnie zostaliśmy jeńcami. Naprzeciwko mnie leżał Nesser. Nadal miał zamknięte oczy. Starałam się mówić jak najciszej, ponieważ obok mnie stał jeden z wilków. Prawdopodobnie mnie pilnował.
As: Ness... Nesser, obudź się.
Po chwili Nesser otworzył oczy. Chciał coś powiedzieć, ale spiorunowałam go wzrokiem. Rozejrzał się. Jego oczy mówiły wszystko – był przerażony. Postanowiłam, że dopnę swego, ucieknę stąd i zapomnimy o całej sprawie. Miałam już ułożony plan, ale najpierw musiałam porozmawiać z Nesserem. Rozejrzałam się, obok nas stały tylko dwa wilki, reszta była zajęta głośnymi rozmowami... W ułamku sekundy wstałam, powaliłam jednego z wilków na plecy, Nesser zrobił z drugim z nich to samo, jednak zauważył to jeden z wilków i ruszył w pogoń za nami. Gdy uciekaliśmy, opowiedziałam Nesserowi plan ucieczki. Mieliśmy się rozdzielić, jako, że gonił nas tylko jeden wilk, mieliśmy się rozdzielić, a ta osoba za którą pobiegł wilk, miała go zgubić w lesie. Rozdzieliliśmy się. Wilk pobiegł za mną. Pomyślałam - dam sobie z radę. Jednak wilk ugryzł mnie w ogon, co bardzo mnie rozzłościło, i dosłownie wybiło z równowagi. Upadłam. Uderzyłam głową w kamień i straciłam przytomność. Uratował mnie Nesser. Wykazał się wielką odwagą. Wilk chciał zawlec mnie z powrotem na swój teren, lecz Nesser na to nie pozwolił, dosłownie wskoczył na wilka przewracając go, po czym mocno popchnął, czym spowodował upadek wilka do jeziora. Wilk przeżył, ja i Nesser też. Po kilku godzinach wróciliśmy do sfory – postanowiliśmy jej o wszystkim opowiedzieć. Byłam nieco roztrzęsiona, w końcu, mogłam umrzeć, ale w środku uspokajała mnie obecność sfory.


Od Mimry C.D Od Darshy - Powitanie.

M: Witamy w Sforze Bezgranicznej Wolności.
Da: Sforze? Czyli mogę dołączyć.
N: Jasne, że tak.
M: Nawet wilki jak widzisz mają tu wstęp. 
Miałam oczywiście na myśli siebie. Nie jestem przecież psem, tylko wilkiem, chociaż mój wygląd trochę by się z tym kłócił, ale mniejsza... Każdy pies lub hybryda ma w sobie duszę i dumę wilka. Była ona niewielkich rozmiarów... Martwiłam się, czy moja nadpobudliwość nic jej nie zrobią, więc wolałam się lekko uspokoić.
M: Nero, oprowadzę ją, dobrze?
Pies skinął i podeszłam do Darshy. Spuściłam głowę.
M: Jakby co, to jestem Mimra... Chodźmy... - szepnęłam jej i ruszyłam do lasu skąd pojawiła się nieznajoma.

(Darshy?)

niedziela, 13 lipca 2014

Od Nesser'a - Intruz

Piękny, letni dzień. Wyraźnie wyczuwalna w powietrzu atmosfera radości. Leżałem w cieniu drzewa i choć zazwyczaj było to dość ciche miejsce, to dzisiaj co chwilę jakiś pies przebiegał koło mnie. A ja łudziłem się, że pobiegną w inne miejsce, chociażby do Błękitnej Doliny lub Purpurowej Zatoki. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, sfora wciąż pałętała się po Golden Forest. Jak dotąd żaden z psów nie zaprosił mnie do ich grona, a ja nie miałem zamiaru nikomu się narzucać. Dlatego postanowiłem przejść się po okolicy i spędzić dzień poza lasem.
Pogoda wprost idealna. Lekki wiatr smagał mnie po pysku, kiedy biegłem w stronę doliny, uwolniony od myśli. Dotarłem do łagodnego brzegu rzeki. Leżało tu mnóstwo płaskich kamieni, wygładzonych przez wodę. Świetne miejsce na drzemkę - przebiegło mi przez myśl. Jednak ja pobiegłem tam, gdzie brzeg był wysoki i stromy, żeby wykonać skok prosto na środek rzeki. Przez ułamek sekundy leciałem w powietrzu, by następnie...
- Auuuu!!!
...wpaść na psa, kąpiącego się dokładnie w miejscu, gdzie skoczyłem.
Nurt porwał mnie, ale szybko skręciłem i wyszedłem na brzeg. Pies zrobił to samo. Był większy ode mnie i silniej zbudowany. Zdążyłem już poznać większość członków sfory, oczywiście tylko z imienia, więc wiedziałem, że mam do czynienia z suczką imieniem Asai. Najwyraźniej była niezbyt zadowolona z tego, że zwaliłem jej się na głowę. Patrzyła na mnie z wyraźną chęcią ataku.
Ness: Zanim zdążysz mi coś zrobić, wiedz, że nie mam w zwyczaju spadać na inne psy. Przepraszam.
Nie odpowiedziała, tylko dalej przewiercała mnie wzrokiem. Powoli zaczynałem rozważać możliwość ucieczki, gdy zapytała:
As: Należysz do sfory?
Ness: Od kilku dni.
As: Ja też. Jestem...
Ness: Asai. - wszedłem jej w słowo. - Wiem. Ja mam na imię Nesser.
Spojrzała na mnie podejrzliwie.
As: Zaraz. Skąd właściwie znasz moje imię?
Ness: Cóż... Od członków sfory. - skłamałem. Chyba nie byłaby zadowolona z faktu, że ją obserwowałem, tak samo jak całą resztę stada. - Pójdę już. - dodałem i ruszyłem w górę rzeki.
Nigdy wcześniej nie byłem aż tak daleko, bo doszedłem do miejsca, w którym rzeka przypominała bardziej górski potok. Raz po raz wyskakiwały z niej łososie, płynące pod prąd. Tu mogą być niedźwiedzie - pomyślałem, oglądając się za siebie. I rzeczywiście, zobaczyłem zwierzę, stojące parę metrów za mną. Jednak to nie był niedźwiedź, tylko...
Ness: Asai? Myślałem, że wróciłaś do reszty.

<Asai?>

Od Darshy - Powitanie

Gdy w końcu wyszłam z cywilizacji, stwierdziłam, że nawet powietrze jest inne- takie świeże, pachnące trawą.
Da: Najlepsza decyzja w życiu! - stwierdziłam, patrząc na wspaniałą łąkę.
Niewiele myśląc, pognałam przez nią i cieszyłam się wolnością.
Wyskoczyłam na polną drogę i położyłam się, żeby trochę odsapnąć. Po chwili nadjechał rowerzysta, a ja pobiegłam z nim na wyścigi.
W końcu zatrzymałam się w lesie, a rowerzysta pojechał dalej.
Da: Ojej! Moje futerko! - krzyknęłam na widok trawy i błota, które skołtuniły moją sierść. - Muszę znaleźć jakiś strumyk.
Zboczyłam ze ścieżki i podreptałam w dół zbocza, co chwilę ślizgając się na zechniętej od upału ściółce.
*Kwadrans później*
Gdy weszłam w głąb lasu, oniemiałam.
Natrafiłam na jezioro, do którego spadało kilka wodospadów. Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem to tu jest, ale w końcu wskoczyłam do wody i rozkoszowałam się chwilą.
Ten błogi stan przerwał pies, który nagle przyszedł.
N: Hej ty! Jesteś na moim terenie!
Spojrzałam na przybysza. To nie był wróg mojego kalibru- był o wiele większy i mógł mnie nawet zabić. Zresztą skoro to jego teren, nie będę dyskutować.
Da: Wybacz, chciałam się tylko wykąpać.
N: Dobrze, zadecydujemy, co z tobą zrobić. Teraz wyjdź i chodź ze mną. - Posłusznie wyszłam z wody, a tamten dodał: - Nie próbuj się opierać!
Poszliśmy, a ja zastanawiałam się, dlaczego pies mówił o sobie w liczbie mnogiej.
Zatrzymaliśmy się na polanie i pies zawył. Na widok kilkunastu psów i suczek wybałuszyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że jestem zdana na ich łaskę. Czy mi darują?
*Ktoś dokończy?*

sobota, 12 lipca 2014

Nowy pies

Powitajmy Rey'a. C:

Nowa suczka

Powitajmy Darshe. (Nie wiem czy dobrze odmieniłam xd)

Od Skyler C.D. Od Rudiko - Powitanie

Uśmiechnął się.
S: Zacznij już myśleć nad imionami.
Spojrzał na mnie zdzwiony.
R: Jak to?
S: Bo jestem w ciąży.
Rudiko zbladł, a później uśmiech pojawił sie na jego pysku.
R: To wspaniale! 
S: Zobaczymy co z tego wyjdzie... 
R: Jakieś mieszańce.
Rudi zamyślił się.
R: A kiedy ma nastąpić poród?
S: Gdzieś tak za 2 tygodnie.
Rudiko ma dużą skłonnośc do bladnięcia, bo znów to zrobił.
R: Powinnaś się oszczędzać!
Zdziwiłam się.
S: Żartujesz? 
R: No w takim stanie...
Spojrzalam na niego spode łba.
R: Dobra dobra.
Uśmiechnęłam sie do niego promiennie.

<Rudiś? <3>

Od Nesser'a - Quest 2

Był parny, duszny dzień. Spacerowałem właśnie po lesie, zastanawiając się, dokąd pójść, by wszechobecna duchota nie dawała mi się tak we znaki.
"Ach tak!" - Nagle przypomniałem sobie o pewnym miejscu, które wprost ubóstwiałem. Wiszące Potoki wydały się być idealną kryjówką, pełną świeżej, chłodnej, orzeźwiającej WODY.
Pobiegłem tam, uradowany wizją kilku następnych godzin spędzonych w tak przyjemnym miejscu.
I w końcu się znalazłem się w wodzie. Zanurkowałem, dotykając łapami dna jeziora, pływałem, skakałem z radości, chlapiąc wodą dookoła. Cieszyłem się chwilą.
Nie wiem, ile czasu minęło, gdy nagle usłyszałem dwa psy, poszczekujące głośno, gdzieś niedaleko. Myślałem, że w tym miejscu zwykle przebywają młodziaki (których na razie nie było w naszej sforze), ale rozpoznałem głos alfy i jeszcze jednego psa, prawdopodobnie suczki. Zanim jednak zdążyłyby mnie zauważyć, ja już wynurzyłem się cicho z wody i odbiegłem.
Po takim odpoczynku miałem nowe zasoby energii, więc pędziłem jak oszalały przed siebie, dopóki nie zabrakło mi tchu.
Znajdowałem się na wzgórzu, z którego miałem świetny widok na okolicę. W oddali dostrzegałem wierzchołki gór, rzekę połyskującą w promieniach słońca... Zawiał lekki wiatr. Spojrzałem w dół i zobaczyłem dziwne kształty kryjące się za rzadką kępą drzew. Wyglądały jak płaskie kamienie, wetknięte w ziemię. Postanowiłem zejść i przyjrzeć im się z bliska.
Wzgórze było dosyć strome, a ja w dodatku potknąłem się o jakiś korzeń wystający z ziemi, więc nic dziwnego, że zleciałem w dół z niemałym impetem. Rąbnąłem głową o coś twardego. Po chwili otworzyłem oczy, próbując odzyskać świadomość po upadku. Śpiew ptaków ucichł, zrobiło się jeszcze bardziej parno i duszno, niż przedtem. Nigdy wcześniej tu nie byłem, ale od razu mogłem stwierdzić, że to miejsce nie należy do moich ulubionych. Zdawało mi się, że kiedyś już byłem w takim miejscu. Był to cmentarz.
Co mnie podkusiło, żeby iść dalej? To nie był najlepszy pomysł. Po raz pierwszy w życiu poczułem, że chciałbym, żeby ktoś był ze mną... Chodziłem między kamiennymi płytami, na niektórych widniały jakieś napisy, za to inne były tak stare, że trudno było powiedzieć, czy tam też ktoś coś napisał. Gdy podchodziłem do nagrobków, słyszałem wściekłe szepty.
"Czego tu szukasz?" - warknął jeden.
"Wynoś się!" - zawtórował mu drugi.
Tak, myślę, że powinienem zwiewać. I to jak najszybciej. Rzuciłem się do biegu, jednak po chwili zorientowałem się, że nie znam stąd wyjścia. Odwróciłem się, zdezorientowany i zobaczyłem jakąś postać, wyglądającą zza drzewa. Była podobna do psa, o białych, pustych oczach. Patrzyła w moją stronę, nie wykonując przy tym najmniejszego ruchu. Podszedłem bliżej, by lepiej ją widzieć. Z jej pyska sączyła się piana. Postanowiłem zawrócić i wtedy... pies w jednej sekundzie znalazł się na mojej drodze, jednak tym razem o wiele bliżej. Teraz mogłem zobaczyć blizny, pokrywające jego pysk i łapy. Spoglądał przed siebie, więc widziałem jego profil. Chyba mnie dostrzegł, bo jego głowa odwróciła się w moją stronę, nienaturalnie szybko. Usłyszałem głuchy pomruk. Nie wiem, w jaki sposób udało mi się zachować trzeźwość umysłu.
Ness: Odejdź. - Nie zareagował, więc powtórzyłem. - Odejdź. TERAZ.
Ucichł. Obserwowałem go - poszedł w kierunku jednego z nagrobków, po czym zniknął - rozpłynął się w powietrzu jak mgła.
Spojrzałem w górę. Niebo było pełne groźnie wyglądających burzowych chmur. W oddali ujrzałem błyskawicę, która przecięła niebo przez ułamek sekundy. Czas wracać.

<Koniec>

Od Pipper C.D. Od Eddie'go - Powitanie

Uśmiechnęłam się pod nosem i ruchem głowy pokazałam kierunek, w którym szłam.
Pp: To może wznowimy naszą wyprawę nad Purpurowe Wybrzeże? - spytałam.
E: Bardzo chętnie - odpowiedział serdecznie Edi i ruszyliśmy w stronę naszego wybranego celu, idąc koło siebie.
Był ciepły ranek, a słońce już było na niebie i świeciło jasnymi promieniami. Wszystkie wróbelki i inne pospolite ptaki, siedziały na gałęziach drzew i patrzyły w naszą stronę. Od małego lubiłam patrzeć na nie i podziwiać jak pięknie śpiewają i latają. Odwróciłam się do Eddie'go i uśmiechnęłam się. On odwzajemnił go. Serce zabiło mi szybciej, dlatego też szybko odwrociłam wzrok i skupiłam się na krokach. 

~~~ po kilku minutkach

Kiedy tylko ujrzałam Wybrzeże, rzuciłam się w jego kierunku i wskoczyłam do wody. Był przejemnie orzeźwiająca na ciepły ranek. Odwróciłam się do Eddie'go. Nie było go. Przestraszyłam się. Nagle ktoś wepchnął mnie do wody. Edi - pomyślałam. Wynurzyłam się i tak jak myślałam stał za mną i śmiał się. 
Pp: Ej, to niesprawiedliwe! Martwiłam się o Ciebie! - krzyknęłam śmiejąc się.
E: Martwiłaś się o mnie? - zaciekawił się Edi.
Szbko zanurzyłam się pod wodę, by ukryć rumieńce na policzkach. 

<Edi? :) >

Od Asai C.D. Od Maji - Wyzwanie

As: Jestem Asai, wojowniczka z powołania! A ty kim jesteś?
Ma: Jestem Maja. Dlaczego mnie zaatakowałaś?
As: Myślałam, że jesteś kimś obcym, a ja z zasady jestem nieufna... i jak widać, hmm... dość agresywna.
Ma: Dlaczego tu przyszłaś w środku nocy?
As: Byłam spragniona, zresztą, chciałam lepiej poznać okolice.
Ma: W środku nocy?
As: Przynajmniej wtedy mogę być sama.
Nie chciałam więcej się tłumaczyć.
As: Utrzymajmy to spotkanie w tajemnicy, dobrze?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ponieważ od razu pobiegłam w stronę gęstego lasu liściastego. Nawet nie zdążyłam się napić, ach... trudno. Biegałam chwilkę po owym lesie, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Następnie zatrzymałam się na niedaleko położonym wzgórzu i zaczęłam rozmyślać. Rozmyślałam nad wieloma sprawami. Po kilku godzinach wróciłam do sfory. Niedawno poznana przeze mnie Maja już spała.

<Koniec>

Od Asai - Powitanie

Uciekaj. To ostatnie słowo które pamiętam. To moja osobista pamiątka po matce. Od razu po tym jak mnie urodziła, zabrał ją jakiś mężczyzna ubrany na czarno. Zabrał też ojca. Już więcej ich nie widziałam. Przez pierwsze dziesięć miesięcy życia, towarzyszył mi mój kochany brat – Ralph. Opowiadał mi o wszystkim. O motylach, o rybach, nawet o owadach. Owe dziesięć miesięcy, były najpiękniejszym okresem w mym życiu. Pewnego dnia, obudziło mnie ujadanie mojego brata i odgłosy wody. Szybko wychyliłam pyszczek przez szczelinę w drzwiach. Mój brat, jezioro, mężczyzna ubrany na czarno... Wszystko działo się tak szybko. Po kilku minutach, mój brat zaprzestał walki o przeżycie. Nie wygrałby. Odszedł. Mijały dni, miesiące. Pół miesiąca przed moimi drugimi urodzinami postanowiłam wyrwać się z tej dziury i żyć pełnią życia. Symulowałam chorobę, brat opowiadał mi trochę o weterynarzach. Mężczyzna ubrany na czarno zamknął mnie w klatce i zawiózł do weterynarza. Po wyjściu z gabinetu ruszyłam pędem do wyjścia. Nikt nie mógł mnie dogonić. Czułam się jak wiatr. Biegłam, biegłam i nie chciałam przestać. Mijałam doliny i góry. Po długim czasie ogarnęło mnie uczucie głodu, i zaczęłam przeszukiwać pobliski las w poszukiwaniu pożywienia. Usłyszałam szelest liści. 
As: Kto tu jest? 
N: Nie bój się, nic Ci nie zrobię. Co tu robisz? 
As: Jestem głodna, szukam jedzenia. 
N: Chodź ze mną.

Nowa suczka

Powitajmy Asai. C:

Od Ami C.D. Od Naval'a

Am: Co ty gadasz? W twoim towarzystwie czuję się świetnie. Po prostu miałam taki jeden związek.. A z reszta nie ważne. Uwierz mi że twoje towarzystwo jest dla mnie bardzo miłe.
Samiec uśmiechnął się.
Am: A poza tym masz naprawdę ładny głos.
Na: Naprawdę?
Am: No jasne! Uwielbiam takie głosy jaki ty masz.
Oboje zaczeliśmy się patrzeć na piękny księżyc przed nami.

Naval?

Od Ami C.D. Od Nero

Am: Jeszcze parę lekcji i będziesz wzorem na parkiet. - powiedziałam uśmiechnięta.
Nero szczęśliwie się uśmiechną.
Poszliśmy na spacer. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Nawet najdziwniejszych. Czułam się bardzo luźno rozmawiając z nim. Nagle Nero powiedział:
N: Chodź za mną. Pokażę ci coś.
Pobiegłam za Nero.

Nero? (brak weny)

Od Ami C.D. Od Alphy Juniora

Am: Dziękuję. - powiedziałam.
Samiec popatrzył na mnie.
Al.: Może masz chwilę? - zapytał.
Am: No.. tak.
Al: Pokażesz mi tereny?
Am: Czemu nie. Chodź za mną. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Szliśmy przez las i gawędziliśmy. Opowiadałam mu o sforze i o członkach.
Am: Wiesz co muszę wymyślić ci ksywkę. 
Al: Dlaczego?
Am: Masz ładne imię ale trochę długie.
Powiedziałam i pomyślałam. 
Am: Co powiesz na Alfi Juni? - powiedziałm i uśmiechnęłam się jakby ze śmiechu.

Alfi ? XD

Od Rudiko C.D. Od Skyler - Powitanie

R:Jeśli ty chcesz to ja też - liznąłem ją w pyszczek
S:Hmm..chciałabym mieć - powiedziała
Gdy odpowiedziała ucieszyłem się bardzo.Ale chciało mi się spać.Ziewnąłem i po prostu zasnąłem.
~~Rano~~
Obudziłem się.Skyler leżała.A ja położyłem się koło niej.I nagle Sky przetoczyła się na mnie.
S: Choć!Pokaże ci coś.
R: Hę? - odpowiedziałem nadal trochę zaspany.
S: Dalej choć!
R: Po co?
Sky zeszła ze mnie i zaczęła iść przed siebie.Wstałem i ruszyłem za nią.Stanęliśmy nad jeziorem.Sky mnie popchnęła i wpadłem do wody.Szybko się wynurzyłem.
S: Lepiej?
R: Lepiej
Gdy nie patrzyła złapałem ją i wepchnąłem do wody.
S: Ej!
R: No co?
Ochlapała mnie ,a ja jej oddałem.Tak minęło trochę czasu.Wróciliśmy do jaskini.
R: Pamiętasz o czym wczoraj rozmawialiśmy?
S: Tak o szczeniakach.
R: I to co mi odpowiedziałaś?
S: Odpowiedziałam ,że chciałabym

<Skyler?<3 mam brak pomysłów xd>

Od Eddie'go C.D. Od Pipper - Powitanie

Siedziałem sobie na deszczu i nie zdałem sobie sprawy, że zrobiło się późno. Szczerze powiedziawszy lubię deszcz. Nie przeszkadzał mi w niczym, było mi tak przyjemnie, że czas szybko leciał.
Pipper tak szybo jak przybiegła tak uciekła. Nie dała mi dojść do słowa.
Otrzepałen się i powoli poszedłem w stronę jej jaskini, by sprawdzić czy przypadkiem nie uciekła gdzieś indziej. 
Powoli i cicho wszedłem do jaskini, była tam Pipper, tak słodko spała. 
Deszcz już praktycznie nie padał. Wyszedłem na zewnątrz i położyłem się obok jaskini wśród skał. Było tam w miarę sucho. Zasnąłem.

~~Rano~~

Obudziła mnie wychodząca z jaskini Pipper. 
E: Pip... - podszedłem do niej.
Pp: Nie dołuj mnie... - rzuciła i przyspieszyła kroku.
Podbiegłem trochę i przytuliłem ją.
E: Nie jestem zły, ani trochę.. - zaczęłem. - Przecież nic się nie stało kidedy się spóźniłaś. Ja też może czasem się spóźniam, bo czegoś nie zrobiłem, nie dokończyłem, albo zaspałem. Często lubię spobie pospać, a my psy nie mamy budzików i nie da się kontrolować naszego snu. - uśmiechnąłem się.
Pp: Wystawiłam cię... - powiedziała cicho.
E: Nieprawda, zjawiłaś się, byłaś na spotkaniu, ale uciekać to jiź nie musiałaś. - powiedziałem żartobliwie.
Obydwoje zasmialiśmy się.
Pp: Czekałeś pod moją jaskinią całą noc. W deszczu i zimnie... Brr. 
E: Na kogoś tak pięknego mógłbym czekać całe dnie. - spojrzałem w jej błękitne oczy. 
Pip lekko się zarumieniła toteż odwróciłem wzrok.
E: Najważniejsze to znaleźć błąd, naprawić i iść dalej. - uśmiechnąłem się.

<Pipper :3>

piątek, 11 lipca 2014

Od Naval'a C.D. Od Ami

Trochę się wstydziłem ale w końcu odważyłem się i zawyłem.


Nie wiem czy było dobrze czy ładnie, tego ja nie wiem, ale mimo że to tylko wycie poczułem się jakiś taki...... wolny.
Uśmiechnąłem się pogodnie i zapytałem.
Na: Ty masz bardzo ładny głos, na mój uwagi nie zwracaj - zaśmiałem się i usiadłem bliżej jej.
Chyba poczuła się trochę nieswojo wiec odsunąłem się i odwróciłem łeb, w inną stronę.
Na: Przepraszam Cię jeżeli czujesz się przy mnie nieswojo - powiedziałem ciężko wzdychając z opuszczoną głową i smutnymi oczami.
Amy ?

Od Nero C.D. Od Lauren

Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi, ale ucieszył mnie fakt, że się zgodziła.
Liznąłem ją delikatnie w pyszczek.
Był środek dnia, a ja nie miałem pojęcia co moglibyśmy robić by zabić czas.
Ułożyliśmy się wygodnie na trawie.
N: Lauren?
L: Możesz mi mówić Lar. - uśmiechnęła się uroczo.
N: Nie chcę skracać Twojego imienia. Jest zbyt ładne. - odwzajemniłem uśmiech.
L: A o co chciałeś mnie zapytać?
N: Już nie ważne.

<Lauren? :3>

Od Pipper C.D. Od Eddie'go - Powitanie

Weszłam do swojej jaskini. Była duża, bardzo duża. Moim zdaniem aż za bardzo. Czułam się w niej taka samotna, dlatego też częściej przebywałam poza domem. Podeszłam do lustra i spojrzałam w nie. Futro miałam potargane i brudne. Skoczyłam szybko w podziemne wody głębinowe i wypłukałam się. Następnie powoli rozczesywałam swoje poplątane futro. Kiedy wyschło położyłam się na ziemii. Odetchnęłam głeboko i zasnęłam.

~~~ po pewnym czasie

Otworzyłam zaspane oczy. Podniosłam się i zobaczyłam ciemne niebo. Mój umysł otrzeźwiał. Zaspałam! - krzyczałam w myślach. Zerwałam się momentalnie i pobiegłam najszybciej jak potrafiłam, na miejsce naszego spotkania. Kiedy tylko dobiegłam ujrzałam siedzącego na deszczu Eddie'go. Zrobiło mi się głupio. Powoli podeszłam do niego.
Pp: Edi ja nie chciałam, ja zaspałam. Naprawdę mi przykro - mówiłam jednym tchem.
Kiedy tylko otworzył pyszczek by coś oznajmić, ja mu przeszkodziłam.
Pp: Nie chciałam by tak się stało - moje łzy mieszały się z deszczem.
E: Pip...- Edi nie zdążył dokończyć, bo ja już biegłam zalana łzami do siebie. 
Rzuciłam się na łóżko i ukryłam pyszczek w poduszce. Wszystko zepsułam - powtarzałam ciągle, aż wreszcie zasnęłam.


<Edi? Dramat XD>

Od Nero - Przygoda cz.2

Zacząłem przyzwyczajać się do losu włóczęgi. Od paru dni nie czuję też głodu, ani potrzeby picia.
Chyba zaczynam wariować. Niekończąca się pustynia. Chociaż. Moim oczom ukazał się mroczny las.
N: Hah.. fata morgana. - wyśmiałem samego siebie.
Zbliżając się do celu miałem coraz większe wątpliwości. Parę metrów od drzew pokrytych grzybami i czarną powłoką rozciągała się spaczona ziemia. Stanąłem na krańcu jeszcze normalnego podłoża rozmyślając nad tym czy to kłamstwo czy prawda. Zrobiłem krok do przodu kładąc jedną łapę na zwyrodniałej trawie. 
Oczy zabłysły, a w głowie zacząłem słyszaeć masę szeptów. Niestety nic nie rozumiałem. Cofnąłem się gwałtownie. Cisza... Powtórzyłem wszystkie czynności jeszcze raz i za każdym razem głosy nasilały się. W końcu przestałem się wachać i wszedłem w głąb gąszczu dziwnej energii. Kierowałem się w stronę gdzie z każdym kolejnym krokiem wszystko co działo się w mojej głowie stawało się coraz to głośniejsze.
Szum był nie do wytrzymania. Chwyciłem się za źródło odgłosów i upadłem na ziemię kręcąc się oraz krzycząc. W końcu mowa stała się na tyle donośna, że mogłem już zrozumieć pojedyncze wyrazy.
[Tu jestem ... ścieżką ... mnie zobaczyć ... choć ... Ci]
Posłuchałem i ruszyłem biegiem po ścieżce. Gwałtownie zatrzymałem się, kiedy moim oczom ukazała się postać mrocznego ogiera. 
Oczy miał owinięte czerwoną wstęgą. Pysk był rozcięty i zszyty. Wyglądał jak wielki uśmiech. Na pośladku posiadał znamię w kształcie serca.
Zaczął obchodzić mnie w koło, a ja tylko śledziłem jego "wzrok." Gdy w końcu przystanął poczułem się jak zahipnotyzowany. Podszedłem do niego, a on ugiął swoje przednie kopyta spuszczając łeb w dół dając mi jakby do zrozumienia, że należy do mnie. Wskoczyłem bez zastanowienia na grzbiet zwierzęcia i by się utrzymać wbiłem pazury w ciało. Normalny koń od razu zaczął by wierzgać, lecz musze pamiętać, że nie jest to zwykły konik, który biega po polanach. 
Usłyszałem jego mowę. Te szepty to był on. Czułem jak jego energia przepływa przez moje ciało. To było coś niesamowitego. Czułem bicie jego serca, dwóch serc. Z pewnością nie posiadał jednego.
N: Jedź. - rzuciłem nie pewnie.
Jak się spodziewałem koń rzucił się w galop.
N: Kłus.
Zwolnił. Słuchał każdego mojego polecenia.

C.D.N.

Od Lauren C.D. Od Nero

Zamarłam. Nie mogłam uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. "Czy on wyznał mi miłość?!" - pomyślałam, a serce waliło mi jak młot. 
Nero już prawie zniknął mi z oczu, kiedy, mimo drżących z emocji łap, 
pobiegłam za nim.
L: Tak - powiedziałam, kiedy go dogoniłam. - Zostanę twoją partnerką.
Po tych, z trudem wypowiedzianych słowach, wtuliłam się w jego pierś. Poczułam, jak Nero czule kładzie swoją głowę na moją szyję, to było wspaniałe uczucie. 

<Nero? C;>

Od Nero C.D. Od Ami

Próbowałem ustać na dwóch łapach, jednak było to bardzo trudne. Niezdarnie wierzgałem, lecz po chwili udało mi się załapać.
Am: Widzisz, mówiłam, że to proste. - uśmiechnęła się.
N: Faktycznie! - rzuciłem radośnie próbując "tańczyć".
Byłem zdecydowanie zbyt pewny siebie, gdyż straciłem równowagę i zaryłem pyskiem o ziemię.
Ami zaczęła się głośno śmiać. Zrobiłem naburmuszoną minę i widząc jak suczka powaznieje także począłem się śmiać.

<Ami? c: >


Od Nero C.D. Od Lauren

N: Nie, to nic. - odwróciłem głowę w drugą stronę.
L: Nero. - położyła łapę na moim ramieniu, a moje ciało przeszedł ciepły dreszcz.
Wzrok skierowałem na Skyler, która była lekko zdezorientowana całą sytuacją.
S: Widzę, że musicie sobie pogadać, więc ja już pójdę. - posłała mi ciepły uśmiech.
L: Do zobaczenia. 
Gdy zostaliśmy sami spojrzałem na suczkę, a w moim oku zakręciła się łezka. Wytarłem ją szybko łapą i starałem się coś powiedzieć.
N: Nie znamy się jakoś specjalnie długo... - urwałem, a słowa uwiązły mi w gardle. - Chciałbym Ci powiedzieć tylko, że lubię Cię... Co ja gadam. Więcej niż lubię! - westchnąłem bezradnie. - Mam tylko jedno pytanie... Czy zostałabyś moją partnerką?
Zapadała chwilowa cisza. 
N: Rozumiem. Nie musisz odpowiadać. Przepraszam, że sprawiłem Ci tyle kłopotu. Pójdę już sobie. - odwróciłem się ze zrezygnowaniem i powoli zacząłem się oddalać.

<Lauren? <: >


Od Alphy Juniora

Od kilku dni należę do sfory. Nadal nie pojmuję słów Nero. Zobaczę co to znaczy być w sforze. Zastanawiające. Na razie sądzę, że powinienem poznać innych członków stada. 
Przechadzałem się po lesie i wypatrywałem psów. Ledwie dostrzegłem pewną sunię. Wyglądała jak kamień pokryty liśćmi, ale ten kamień się ruszał. Po chwili zobaczyłem pysk i zimne jak lód spojrzenie jasnobłękitnych oczu. 
Am: Ktoś ty jest?
Al: Alpha Junior, a ty?
Am: Ami
Al: Niby proste imię, a jakie piękne.
Am: Że w sensie Ami?
Al: Tak. Masz piękne imię.
Am: A ty śmieszne!
Al: Masz rację, Alpha to zabawne imię. Zaliczyłbym je do imion władczych, takich jak na przykład Griffin. Twoje jest pospolite, ale bardzo ładne.

Ami?

Od Lauren C.D. Od Skyler

L: Z resztą, nieważne - powiedziałam widząc zakłopotanie na jego twarzy.
Było ciepłe popołudnie, wprost idealne na spacer. Las tętnił życiem, naszą drogę często przecinały spłoszone zające oraz sarny, po drzewach wspinały się śliczne, rude wiewiórki, słychać było także kukanie kukułki. Szłam obok Skyler prowadząc z nią rozmowę o urokach lata. Nero zaś, podążał za nami w ciszy. Co jakiś czas zerkałam na niego, wydawało mi się nawet, że uciekał wzrokiem za każdym razem, kiedy na niego spojrzę. W końcu zwolniłam i stanęłam przy nim.
L: Coś Cię gnębi? - powiedziałam troskliwie patrząc mu w oczy.

<Nero? c:>

Od Skyler - Quest 2

Byłam ciekaw co dzieje się na cmentarzu nocą. Ubrałam się więc wieczorem w mój czarny kombinezon. Tak będę mniej widoczna. Wzięłam ze sobą jeszcze tylko jedną rzecz - mój amulet. Chronił mnie przed złem, bo dostałam go od Rudiko. Chciałam jednak pójść sama. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Przemierzałam właśnie odległy las, gdy natknęłam się na wilka. Zawarczałam, a on zawył i położył po sobie uszy. Mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem po czym on odpuścił.
Wilk: Gdzie się wybierasz?
S: Na cmentarz... Nie wiem do czego ci to potrzebne.
Wilk: Sory, nie przedstawiłem się. Mam na imię Shadow.
S: Ja natomiast Skyler. A chcesz się wybrać tam ze mną?
Widać było, że się zastanawia.
Wilk: Dobra w sumie i tak nie mam nic do roboty.
I tak oboje ruszyliśmy na tutejszy cmentarz. Otworzyłam dzielącą nas bramę i weszliśmy do środka. Na środku znajdowała się mała fontanna. Szkoda tylko, że nie płynęła już w niej woda i była bardzo zniszczona. Przeszliśmy dalej, aż natkneliśmy się na mogiły.
Wilk podszedł do niej i zaczął ją deptać. Nagle wyłoniła się ręka i złapała Shadowa za ogon.
Wilk: Pomóż mi Skyler!
Szybko podniegłam i zaczęłam gryźć tą kość. Była nawet smaczna, ale do moich kłów przykleiły się grudki ziemi. Zaczęłam kasłać. Shadow poklepał mnie po plecach.
Wilk: Już ci lepiej Sky?
Potwierdziłam to ruchem głowy.
Czyli nocą wyłażą kościotrupy. Pięknie. Po to wybierałam się na cmentarz, by zjadły mnie żywe ręce. Chociaż nie jestem sama. Bo mam przy sobie wilka.
S: Shad naprawdę interesuje cię dalsza częśc cmentarza?
Shad: No chyba. Możemy tylko tam podejść i jak coś to uciekniemy.
Skinęłam głową i zaczeliśmy się skradać. Noc była ciemna, aż księżyc nie mógł się przebić przez panujący tu mrok. Podeszłam bliżej, a na mnie wyskoczył kościotrup.
Kość: Odejdźcie stąd! To przeklęte miejsce! Inaczej, gdy minie północ zostaniecie tu na zawsze, a waszw dusze uciekną w zaświaty. Tak też zrobiliśmy. Szybko nawet się nie obracając, uciekliśmy z powrotem do lasu. Tam pożegnałam się z Shadowem i ruszyłam do domu. Już wiem, że nigdy nie pójdę w nocy na cmentarz. 
<Koniec>

Od Eddie'go C.D. Od Pipper - Powitanie

E: Czemu nie, nigdy tam nie byłem. - uśmiechnąłem się.
Pp: Super! To widzimy się tutaj o zachodzie? - powiedziała szczęśliwa Pip.
E: Jasne. - odparłem. - To do zobaczenia.
Pp: Do zobaczenia. - dodała Pip i poszła w swoją stronę.
Udałem się do mojej jaskini. Byłą dość niewielka, ale odpowiadała mi w 100 procentach.Wykąpałem się i położyłem w legowisku. Miałem zamiar się zdrzemnąć, ale trochę się bałem, że zaśpię. Mimo to po pewnym czasie zasnąłem. Całe szczęście obudziłem się tuż przed zachodem. Otrzepałem futro i udałem się na miejsce spotkania.

<Pipper?>

Żegnamy

Z naszej sfory odchodzi dziś...
Nevis. (Decyzja właściciela)

~Alfa Nero Nevo

czwartek, 10 lipca 2014

Od Naval'a C.D. Od Lauren

Na: Pięknie tu - westchnąłem.
Lauren siedziała zapatrzona w drzewa, kwiaty i piękną rzeczkę.
Wszystko wyglądało jakby było uwite z pięknych różowych i kremowych kwiatów.
Mimo że przychodziłem tu nie raz, za każdym razem czułem się jak w niebie.
Na: Musisz tu ze mną częściej przychodzić - powiedziałem z uśmiechem.
Lauren uśmiechnęła się uroczo i wpatrzyła się w piękne, kwitnące korony drzew.
Lauren ?

Od Nesser - Powitanie

Był dość ponury, chłodny dzień. Znajdowałem się gdzieś na przedmieściach Wielkiego Miasta. Już dawno straciłem rachubę czasu, włócząc się po ulicach. Trzymałem się z dala od jezdni, jednak hałas z ulicy stawał się coraz bardziej uciążliwy, więc postanowiłem pójść przez łąkę.
Wydawało mi się, że robi się już późno, więc przyspieszyłem kroku, choć sam nie wiedziałem, dokąd właściwie idę. W końcu zaszyłem się w wysokiej kępie trawy, postanowiłem usnąć.
Wczesnym rankiem obudził mnie dziwny dźwięk, dochodzący z dosyć bliskiej odległości. Wystarczyło, że wychyliłem głowę znad chaszczy, żeby dostrzec psa, który... śpiewał coś. Potrzebowałem chwili, by zidentyfikować tą piosenkę. Mój pan często śpiewał ją na ulicach. Był to utwór [i]Fires[/i].
Pies chyba mnie zauważył, bo zaczął biec w moją stronę.
Na: HEEEJ!! - zawył do mnie.
Zanim odpowiedziałem, zalał mnie potok jego pytań.
Na: Kim jesteś? Co tu robisz? Mieszkasz tu? Dokąd idziesz?
Ness: Ja... - zacząłem lekko zdezorientowany.
Na: ZARAZ. Słyszałeś, jak śpiewam?!
Ness: Cóż... no tak.
Na: A masz w ogóle jakiś dom? Jak nie, to pokażę ci moje stado! Na pewno ci się spodoba!
Nie miałem zwyczaju iść tak po prostu za nieznajomymi psami, więc przez chwilę się wahałem. W końcu, po chwili namysłu, poszedłem za nim.
Prowadził mnie przez las, bez przerwy mówiąc o czymś zawzięcie. Przyznam, nie słuchałem go, byłem czujny, znajdując się na obcym terenie.
W pewnym momencie zatrzymał się i usłyszałem inny głos.
N: Kogo znów przywiało na mój teren?
Na: Eee... bo ja spotkałem go na łące... i... noo... pomyślałem, że może do nas dołączy?
Pies, z którym rozmawiał podszedł do nas i przyjrzał mi się podejrzliwie, po czym zapytał wprost, czy chcę do nich dołączyć.
Ness: Właściwie, to... Bardzo chętnie. - powiedziałem, bo w końcu nigdy nie należałem do żadnej sfory. Pomyślałem, że warto spróbować.
N: Zatem witam cię w sforze bezgranicznej wolności. Ja jestem Nero Nevo - przywódca.
<Koniec>

Od Mimry - Quest 1 cz.2

Ktoś szedł w moją stronę. Leżałam w legowisku. Owa osoba zatrzymała się. Była to ta wolontariuszka, co przy tym, jak przyjechałam.
[W1]: Chyba się tobie polepszyło, co?
Wstałam w zamiarem warknięcie, ale darowałam sobie i położyłam się. Po co warczeć i atakować drzwi. Dziewczyna otworzyła drzwi i weszła do mnie. Zamknęła je i usiadła przy nich. W kieszeni miała obrożę.
[W1]: Nic ci nie zrobię… 
Wyciągnęła rękę. Przekręciłam się na drugi bok. Dziewczyna podeszła do mnie. Wtedy warknęłam i wybiegłam na dwór. Czego oczekiwała? Że dam się jej teraz udobruchać. Usiadłam. Położyłam po sobie uszy. Usłyszałam głosy ludzkie. Spojrzałam w tamtą stronę. Szła „wycieczka”, na czele z wolontariuszką. Warknęłam na nich. Ludzie spojrzeli na mnie. Jeden wyciągnął rękę, trochę za blisko, przejechałam mu ją zębami, na których została jego krew… Natychmiast cofnął ją. 
[W2]: Mówiłam, by nie wkładać rąk
Mężczyzna oglądał rękę. Poszli dalej. Byłam zrozpaczona… jak stąd uciec. Zawyłam. Wilczy instynkt wygrywał, zaczęłam uderzać z rozbiegu i z całej siły w drzwi, chciałam je wywarzyć. Ciało coraz bardzo mnie bolało, zaczynało brakować mi energii… Zebrało się kilku wolontariuszy i pracowników. Uderzyłam w drzwi jeszcze raz i upadłam ze zmęczenia. Wszystko mnie bolało…
[P1]: Co z nią zrobić? 
[P2]: Zostawić, niech się przyzwyczai.
Pracownicy i wolontariuszki odeszli, prócz jednej, znów tej samej. Weszła do mnie omijając mnie. Kucnęła przy mnie. Wyciągnęła rękę i dotknęła mnie. Złapałam jej rękę w pysk, ale nie miałam siły jej zacisnąć. Wróciłam głową na miejsce. Leżałam jak trup powoli zamykając oczy. Głaskała mnie. Odpoczywałam. Czułam, że mnie nie skrzywdzi. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam, byłam w legowisku z obrożą. Ona siedziała przy mnie, patrząc na mnie. W ręce miała smycz. Przypięła mnie do niej i wstała. Dopiero teraz zauważyłam, że drzwi do boksu były otwarte. Szłam za nią na smyczy, jakby ułożona, ale miałam plan. Wyszłam z nią poza teren schroniska. Przełożyłam łapę przez smycz, jakbym się zaplątała. Wtedy ona straciła uwagę, a ja wyrwałam się jej i uciekłam. Gdy byłam już daleko, zatrzymałam się tylko, spojrzałam na nią i odbiegłam dalej. Dziewczyna tam stała, nie mogła nic zrozumieć. Biegłam tak z tą smyczą i obrożą. Na moje szczęście, schronisko było niedaleko lasu naszej sfory. Biegnąc, zaczepiłam się smyczą o gałąź. Nie mogłam przegryźć smyczy, a obroży nie dosięgałam. Wtedy pojawił się inny człowiek, mała dziewczynka. Podeszła do mnie, dałam się jej pogłaskać. Nie wiedziała, że dla ludzi robię źle i odpięła mi obrożę. Odbiegłam zostawiając dziecko. Poznałam „strony świata ludzi”: niektórzy chcą pomagać psom, inny je krzywdzą, a jeszcze inny są nieświadomi tego co robią. Zrozumiałam, że to nie dla mnie świat i biegłam na łąkę sfory. Gdy tam byłam, padłam na trawę. Uśmiechnięta, ciężko oddychałam oświetlona słońcem.
(Koniec)

Od Skyler C.D. Od Nero

S: Hej Nero! - zamerdałam radośnie ogonem.
N: Cześć Sky
Lauren podeszła razem z Nero.
L: Szłyśmy się przejść do lasu. 
S: Idziesz z nami? - dokończyłam.
Zastanowił się przez chwilę.
N: Czemu nie? Nie mam nic do stracenia...
I radośnie poszliśmy ścieżką wydeptaną przez inne psy.
L: A co robiłeś Nero zanim cię zabrałyśmy.
Nero nie odpowiedział.

<Lauren?>

Od Skyler C.D. Od Nevis - Ulewa

S: Nie! Nikomu o tym nie mówmy! Wiecie jaka bedzie panika.
M: Sky ma rację. Będzie wielkie zamieszanie, a to w niczym nam nie pomoże.
Ne: Okay - zgodła się Nevis.
Zaczęłam obwąchywać leżący pocisk.
S: Wiecie. To pachnie bardzo znajomo.
Nevis i Mimra podeszły bliżej i zrobiły to samo.
Ne: To pachnie człowiekiem!
M: Tak. Jest bardzo źle. To zapach myśliwego.
Najeżyła nam się sierść.
S: Musimy go złapać!
Ne: Co?!
M: Tak!
Przybiłam piątke z Mimrą.
S: Dziewczyny szykujcie się!
Zaśmiałyśmy się ponuro.

<Nevis?>

Od Skyler C.D. Od Rudiko - Powitanie

Szybko skoczyłam na równe łapy i podbiegłam do niego.
S: Jeju, ale chyba nic ci nie jest?
Zmartwiona pytałam sie.
R: Mało brakowało, ale okazało sie, że Miś mnie z kimś pomylił i przeprosił.
Otępiałam.
S: Przeprosił? To ci dopiero niespodzianka.
Przytulił mnie.
S: Ale dobrze, że jesteś cały.
Wyszeptalam te słowa w jego miękkie futro.
R: Sky?A co myślisz o szczeniach?
Zrobiłam zdziwioną minę.
S: A co chciałbyś mieć?

<Rudiko? <3>

Od Nevis C.D. Od Skyler - Ulewa

Martwiłam się Skyler. Przecież to mogło być niebezpieczne. Wyszłam przed jaskinię. Stała przede mną.
Ne: I co? Zobaczyłaś coś?
S: Nie. - Powiedziała zamyślona. 
Ne: No.. to może chodźmy?
S: To bardzo dziwne... Ja czuję, że tutaj dzieje się coś niezwykłego! 
Ne: Padnij! - Krzyknęłam, ponieważ w miejscu, w którym stałyśmy leżał wielki pocisk. 
S: Co to było do krwawego psa?! 
Ne: Diabli wiedzą... 
S: Sfora jest w niebezpieczeństwie!
Ne: Chodźmy im to powiedzieć! 

<Skyler?>

Od Ami - Quest 1 cz.2

Skrót PBZ to ,,Pomoc bezpańskim zwierzętom", a według mnie to żadna pomoc zamykać zwierzęta w klatkach i czekać aż ktoś je weźmie lub uśpi! Pani zostawiła mnie z takim grubym, niskim mężczyzną. On zaprowadził mnie do klatki i zostawił. Na przeciwko mnie stała klatka z chorym, starym kundlem który przypatrywał się mi i powiedział:
Tr: O nieszczęsna ty istoto.
Am: Ja?
Tr: Tak ty. Jesteś bardzo młoda i piękna nie powinna stracić całego życia tutaj w więzieniu. Jestem Tramp.
Am: Ja jestem Ami. Od kiedy pan tu siedzi?
Tr: Przybyłem tu gdy miałem tyle lat co ty i cały czas tu siedzę. od tamtego momentu. Niedługo przyjdzie na mnie czas.
Am: Jak to?
Tr: Uśpią mnie.
Am: Na pewno nie. Dlaczego by cię trzymali tak długo? By cie uśpić na starość?
Tramp uśmiechnął się i powiedział:
Tr: Miało mnie wziąć parę rodzin ale zawsze się rozmyślali i tak minęło te 10 lat.
Am: 10 LAT?!
Tr: O tak moja mała.
Wtedy się załamałam nie chcę spędzić całego życia w klatce. Tramp widząc że mnie martwił powiedział:
Tr: Jesteś ładna możliwe że wezmą cię na wystawy. Widać ze masz rodowód.
Am: To jeszcze gorzej! Nie chcę! Właśnie z tam tąd uciekłam! Po co ja czekałam na ten głupi samochód.
Minęła 1h. Leżałam w kącie i płakałam nad swoim losem. Z przodu budynku było słychać chrapanie pracownika budynku nagle usłyszałam znajomy głos.
D: Ami? Ami jesteś tu?
Am: Tak jestem proszę pomocy! 
Zobaczyłam Danniego. Ucieszyłam się, był zdyszany. 
D: Nareszcie cię znalazłem!
Danny otworzył klatkę i pomógł paru innym psom a ja otworzyłam Trampa. Teraz trzeba było tylko po cichu wyjść z budynku. Wszyscy posłusznie opuścili budynek. A ja pobiegłam z Dannym do lasu. Danny mówił że zna drogę ale coś nam się pomieszało i zgubiliśmy się. Deszcz zaczął padać jak z cebra a my błądziliśmy. Przespaliśmy się na klatce schodowej i z samego ranka ruszyliśmy dalej. Po drodze z paru kubłów wyjedliśmy resztki. Nic innego nie mieliśmy pod łapą.W końcu dotarliśmy. Byłam taka szczęśliwa! Już nigdy nie zbliżę się do ludzi!

Od Ami - Quest 1 cz.1

Ranek był pochmurny i co jakiś czas kapał deszcz. Od rana nie czułam się zbyt specjalnie dobrze. Przez wilgoć moje długie futro wydawało się jeszcze cięższe więc co drugi krok musiałam je otrzepywać. 
Mimo złej pogody wybiegłam sobie do lasu. Spacerowałam i spacerowałam sama. Nikt nie wychodził w taką pogodę, ale oczywiście ja rozwiercona suczka musiałam właśnie w taką pogodę iść na spacer.
W lesie był pewna dróżka którą podobno czasami przejeżdżają samochody. Byłam ciekawa czy to prawda. Czy naprawdę jaki kolwiek człowiek był w tym lesie?
Nie miałam nic lepszego do roboty położyłam się na kamieniu i czekałam wpatrując się w drogę. Widziałam jelenie, lisy i zające w oddali ale ani jednego człowieka a tym bardziej samochodu.
Mimo wszystko marzyłam by znów ktoś mnie pogłaskał. Od ucieczki żadna ludzka ręka mnie nie dotknęła. Trudno mi się do tego przyzwyczaić. może z tąd wzięła się we mnie ta chęć zobaczenia człowieka?
leżałam długo a ani śladu oczekiwanego gościa. Podniosłam się uznałam że to nie ma sensu. i właśnie wtedy gdy wstałąm usłyszałam samochód. Ogon zaczął mi machać sam z siebie, a oczy nie chciały oderwać się z drogi. 
Jednak nie potrafię zachować dzikości. - pomyślałam.
Moim oczom ukazał się czerwony samochód. Ku mojemu ździwieniu zatrzymał się i wysiadła z niego 40 letnia pani. Podeszła podemnie. Ja zamiast uciekać czekałam jak wryta. Co się ze mną dzieje?!
P: O biedna psinka zgubiła się. - powiedziała pani wyciągnąwszy rękę pogłaskała mnie za uchem.
To wspaniałe uczucie naprawdę!
Potem wzięła mnie na ręce i wsadziła do samochodu. Wtedy dopiero oprzytomniałam ale było za późno. Zaczęłam szczekać samochód ruszył a ja w nim! Przez okno widziałam że Danny próbował mnie uratować ale samochód była za szybki.
Niedługo potem wyjechałyśmy z lasu i zobaczyłam.... coś czego dawno nie widziałam. Miasto. Oglądałam uważnie przez szybę szare budynki. Danny już nas nie gonił .Nagle samochód zatrzymał się. A pani wyjęła mnie z samochodu i zaprowadziła do budynku gdzie słyszałam szczekanie innych psów, a na dachu była zamieszczona tabliczka PBZ.

C.D.N.

Od Ami C.D. Od Nero

Am: Uwielbiam tańczyć i śpiewać.
N: Umiesz tańczyć?
Am: No tak.. tylko na dwóch łapach.
N: Tylko?! To wielki wyczyn.
Am: A ty umiesz?
N: No nie wiem nigdy nie próbowałem.
Am: To łatwe spróbuj.
N: Dla ciebie łatwe ale ja to już inna bajka- zaśmiał się.
Am: Spoko dasz radę. Chodź.
Oboje wstaliśmy i pokazałam mu jak ustać przez dłuższy czas na dwóch łapach.

Nero?

Od Lauren C.D. Od Naval'a

Wzięłam głęboki oddech. W powietrzu unosił się cudowny zapach kwitnącej wiśni.
L: Niesamowite... - wpatrywałam się w różowe płatki kwiatów.
Podeszłam pod jedno z drzew.
L: Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś.
Na: Nie ma za co. Wiedziałem, że ci się spodoba - zamerdał ogonem.
Staliśmy jeszcze przez chwilę patrząc na ten cud natury.

<Naval?>

środa, 9 lipca 2014

Od Skyler C.D. Od Nevis - Ulewa

Coś było na dworze. Niepokoiłam się, że sfora może być zagrożona.
S: Dziewczyny czekajcie tu. Pójdę sprawdzić o co chodzi.
M: Nie! A jak to jest jakieś niebezpieczne zwierzę?
Ne: To my pójdziemy z tobą!
Mimra dziwnie popatrzyła się na Nevis.
M: Żartujesz?
S: Dziewczyny przecież jestem dowódcą wojsk. Powinnam dbać o wasze bezpieczeństwo.
Cała sfora teraz się już na nas patrzyła.
Westchnęłam.
S: Nie martwcie się. Zaraz to przegonię.
I wyszłam mimo uwag Mimry oraz Nevis.
Desz lał niemiłosiernie bijąc moje futro i plącząc je.
Ciekawe co teraz robią Nevis i Mimra.

<Nevis?>

Od Pipper C.D. Od Eddie'go - Powitanie

Był upalny i sloneczny dzień. Nie miałam ochoty siedzieć u siebie. Postanowiłam natomiast podejśc nad rzekę by schłodzić się. Kiedy szłam w tamtą stronę rozmyślałam nad wczorajszym spotkaniem z Edim. Jego piekne wyraziste i bursztynowe oczy, w których można utonąć. Potrząsnęłam głową i pobiegłam resztę drogi sprintem.

~~~ po kwadransie

Dotarłam na miejsce bardzo szybko. Obok mnie stał stary dąb. Postanowiłam więc na samym początku odsapnąć. Po dwuch minutach ujrzałam Eddie'go. Jego futro lśniło w słońcu niczym blask księżyca. Uśmiechnęłam się. Podeszłam do brzegu rzeki, a on zrobił to samo lecz z drugiej strony. Uśmiechał się serdecznie w moim kierunku.
E: Witaj - powiedział usmiechając się.
Pp: Cześć - odpowiedziałam cała się czerwieniąc.
E: Ehm...może chciałabyś popływać ze mną w rzece?
Pp: No pewnie, dzisiaj jest tak gorąco - odpowiedziałam ochoczo.
Weszłam powoli do lodowatej wody. Była taka orzeźwiająca. Edi postąpił tak samo i już po chwili razem pływaliśmy. Czułam się taka szczęśliwa i serce biło mi szybciej na jego widok. Lecz nie odważyłam się do tego przyznać.
Pp: Chciałbyś może później przejść się nad Purpurowe Wybrzeże?


<Edi?>

Od Nevis - Ulewa

Razem z całą sforą siedzieliśmy w wspólnej jaskini nad ogniskiem, luźno rozmawiając. Deszcz zaczynał padać coraz bardziej. Kwiaty łamały się, a drzewa uginały pod ciężarem szybko spadających kropli, deszczu. 
Ne: Ale pada... - Powiedziałam. 
S: Mieszkam tutaj dość długo i nie pamiętam takiej ulewy...
M: Ja też... ale to właściwie dobrze, po ostatnich upałach ziemia jest bardzo sucha.
Ne: Ciii... Słyszałyście? 
<Sykler?>

Od Eddie'go - Quest 1 cz.3

Scodie oczywiście też tam się znalazł. Posadzili go w klatce obok. Scodie był owczarkiem niemieckim. Przyznam, że odpowiadało mi jego towarzystwo. 
W schronisku spędziłem kilka dni, były to chyba najnudniejsze dni w moim życiu. Nie wyobrażałem sobie dalszego życia w tak małej klatce, jednak nie było sposobu na wydostanie się. 
Obawiałem się, że nie będę "tym" wybrańcem..
Tego samego dnia zawitała u nas pewna rodzina - matka, ojciec i córka. Spoglądali po kolei na każdego psa, mówiąc tylko: "Ten pewnie jest wymagający; Ten ma brzydką łatę; Tamten ma dziwny pysk...". Do mnie zwrócili się "Za duży", ale Scodie... Tak! Idealny. 
Pracownik schroniska otworzył jego klatkę i razem ze Scodi'm udali siedo jakiegoś pomieszczenia.
E: Gratulacje. - powiedziałem widząc odchodzącego Scodie'go, ten uśmiechnął się do mnie i poszedł. 
Po chwili jednak wyszedł i podszedł do mnie.
Scodie: Myślałeś, że Cię tak zostawię? - uśmiechnął się. - Rodzinka załatwia jakieś papiery za chwilę wyjdą.
Otworzył moją klatkę i szybko wrócił do pomieszczenia. 
E: Dzięki! - krzyknąłem tylko i szybko wybiegłem omijając każdą przeszkodę i ludzi. 
Wybiegając z budynku poczułem taką ulgę. Byłem taki szczęśliwy.
Nie rozmyślając długo szybko udałem się do domu, do sfory. Tym razem uważałem na każdego człowieka na ulicy.

<KONIEC>

Od Eddie'go - Quest 1 cz.2

Zostałem złapany przez ludzi. Nie miałem pojęcia dlaczego. Do czego jestem im potrzebny. 
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund i nagle znalazłem się w dużym samochodzie, w jakiejś klatce. Było tam też kilka innych psów, większość zasmuconych leżało bezwładnie, tylko jeden z nich zębami gryzł kraty, by móc się wydostać. 
E: Wiesz może co się dzieje? - zapytałem właśnie tego psa, a ten spojrzał na mnie dziwnie. 
Scodie: Nie wiesz? Nie wiesz gdzie jedziemy? - pytał zdziwiony. 
E: Nie bardzo... - odpowiedziałem po chwili namysłu.
Scodie: Jedziemy do schroniska... - opowiedział zwieszając głowę.
Wtedy przypomniałem sobie, że gdzieś o tym słyszałem. Podobno było to miejsce bez ucieczki. Straszne miejsce, takie z którego tylko nieliczny wychodzą, tylko Ci "wybrani". 
Spojrzałem na Scodie'go (bo tak nazywał się pies) i nie mogąc nic zrobić położyłem się. 
Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Drzwi się otworzyły i ludzie wyciągali po kolei psy. Nadeszła moja kolej, usłyszałem tylko słowa "Nie daj się! Walcz!" wypowiedziane przez Scodie'go. Ludzie chwycili mnie jakąś "pentlą na patyku", a ja zacząłem więc się szarpać, jednak nic to nie dało. Wprowadzili mnie do budynku i ponownie zamknęli w klatce. 

C.D.N.

Od Eddie'go - Quest 1 cz.1

Był ciepły choć lekko wietrzny dzień. Postanowiłem udać się na przechadzkę wzdłuż strumyka. Spacer bardzo mi się podobał, moje łapy dotykały lekko zwilżonej i opadającej przy każdym kroku ziemi. Zrelaksowany szedłem i szedłem tak długo, aż znalazłem ujście strumyka do stawu. Spojrzałem w dal i zobaczyłem domy.. dużo domów, to było miasto. Nigdy nie byłem w mieście, żyłem na wsi. Postanowiłem zobaczyć co tam jest. 
Szybko znalazłem drogę, którą potem udałem się do miasta. Już na miejscu poczułem cięższe powietrze, mimo to szedłem dalej. Tyle zapachów, mnóstwo. 
Kiedy zgłodniałem postanowiłem poszukać czegoś co nadawałoby się do zjedzenia. Szybko znalazłem odpowiednie miejsce na przekąskę - śmietnik, dużo śmietników znajdujących się w jakiejś uliczce przy kamienicy. Pochłonięty nowymi smakami nie zwracałem uwagi na przechodzących od czasu do czasu ludzi. 
Szkoda, bo przez to wpakowałem się w tarapaty...

C.D.N

Od Nero - Przygoda cz.1

Wędrowałem po pustkowiach tej krainy już od dobrych paru godzin. Noc jednak nie nadchodziła. Nie rozumiałem zasad panujących w tym świecie. To nie było jednak istotne. Musiałem przeżyć, a sił miałem coraz mniej. W końcu upadłem na ziemię z wycieńczenia. Jeszcze jakiś czas temu mógłbym umrzeć prze jakąś bestię, a teraz zdycham z wyczerpania. Co jeszcze złego mnie spotka...?
~~
Ocknąłem się. Moje ciało co chwila lekko podskakiwało. To na czym leżałem poruszało się z niezwykłą prędkością i było bardzo zimne. Otoczenie było inne. Całkiem inne. Może to dzień, a wcześniejsze zjawisko to noc? Kto to wie...
Po chwili zostałem zrzucony i upadłem na ziemię. Wstałem i otrzepałem się z piachu, bądź rzeczy bardzo podobnej. Spojrzałem w górę i moim oczom ukazała się postać lodowego jednoroga, który jeszcze przed chwilą trzymał mnie na swoim grzbiecie.
Koń zaczął wierzgać i prychać. Niestety nie rozumiałem jego mowy, jednak nie powstrzymało mnie to przed próbą porozumienia się.
N: Przepraszam. Ee...Gdzie ja jestem? 
Klacz szturchęła mnie swoim rogiem, a ja automatycznie obróciłem się. Zobaczyłem stado, jak mniemam byli to wszyscy jego członkowie, na oko liczyło ono parę tysięcy osobników. Otworzyłem szerzej oczy. Mnóstwo pegazów, jednorożców, zwykłych oraz magicznych koni, źrebiąt i starców. Widać, że to miejsce tętniło życiem, a we mnie obudził się instynkt zaganiacza. Nie mogłem się opanować i rzuciłem się w pogoń za stadem. W mgnieniu oka wszystkie zwierzęta zniknęły. Pustka... cisza. Tak jak przedtem.
N: Co ja zrobiłem?! Zaprzepaściłem swoją szansę na powrót do domu. - chwyciłem się za głowę i lamentowałem.

C.D.N.


Od Nero - Quest 2

Od dawna; nie poczułem smaku ryzyka; nie wybrałem się w świat; nie odczuwałem adrenaliny we krwi. Moje życie ostatnio było bardzo puste. Brakowało czegoś... Czegoś co wywróciło by mój świat do góry nogami. Aby móc w spokoju przemyśleć swój żywot udałem się na cmentarz.
Usiadłem wygodnie przy jednym z nagrobków. W kamieniu był wyryty napis; R.I.P. Alice.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Byłem znużony tym miejscem. W końcu usnąłem... Ze snu wybudziłem się, gdy niebo pokryła już ciemna płachta. Na dworze nie było jednak strasznie ciemno. Księżyc był w pełni. Rzuciłem spojrzenie na kamienną tabliczkę na której teraz napis brzmiał; Twoja odwaga Cię zgubi. Moje błękitne oczy pociemniały, a źrenice rozszerzyły się. Zrobiłem krok do tyłu i poczułem czyjś zimny dotyk na swoim ciele.
Ktoś: Dokąd idziesz? - byłem przekonany, że to głos suczki.
N: Lauren? - odwróciłem się z nadzieją, że to ona.
Moje ciało drżało, a gdy ujrzałem paskudną poczwarę przed sobą zerwałem się do ucieczki.
Nie myślałem, że potrafię się poruszać z taką prędkością. Władał mną strach. Chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce, jednak rozglądając się widziałem coraz więcej odrażających potworów. Zbliżały się w moją stronę. Zwinnym ruchem wbiegłem do małej groty mieszczącej się na obrzeżach cmentarza.
Zatrzymałem się. Dysząc i sapiąc próbowałem złapać oddech. 
Ktoś: Myślałeś, że uciekniesz. - po jaskini rozszedł się złowrogi śmiech.
N: Kim Ty do cholery jesteś?! - krzyknąłem oddalając się od niewiele wyższej ode mnie bestii.
Ktoś: Zwę się L'orrore più oscuro dell'Abisso, lecz możesz mi mówić Mostro. - syknęła mi prosto w twarz.
Odór, który można było czuć z odległości wielu kilometrów niemiłosiernie gryzł mnie w nosie.
Mo: Do rzeczy! - warknęła i zaczęła lustrować moją sylwetkę. - Wyglądasz na prawdę... pysznie.
N: Co Ty gadasz. Same kości i skóra. - próbowałem ukryć swoją panikę.
Mo: Uroczy jesteś. - kąciki jej pyska uniosły się w górę. - Zdradź mi proszę cel Twojego przyjścia.
N: Przypadkiem przechodziłem. 
Mo: Żałone. Myślisz, że Ci uwierzę?! - warknęła.
N: Mówię prawdę. - moje ciało przeszły ciarki.
Mo: Nie oszukasz mnie śmiertelniku! Wiem wszystko. - ochydny śmiech poczwary rozszedł się po jaskini.
N: Serio? - uśmiechnąłem się sztucznie próbując grać na czas.
Rozejrzałem się w koło i kolejny raz zacząłem uciekać przed tym czymś. Schowałem się za wielką kolumną.
Byłem pewny, że to już koniec. Sfora z pewnością poradzi sobie beze mnie. Przygotowany byłem na wszystko, nawet na śmierć. 
Spostrzegłem w małym kamieniu obok kluczyk.
Podniosłem go i przyjżałem się mu dokładnie. 
N: Interesujące. - szepnąłem wgapiając się w znalezisko.
Mo: Czuje Cię. Twój strach. - Mostro zbliżało się w moim kierunku.
Wreszcie zacząłem myśleć racjonalnie. To nie był czas i miejsce bym umierał. Nie teraz. Przylgnąłem ciałem do kamiennej posadzki i kątem oka dostrzegłem otwór na klucz.
N: To może być wyjście. - moje oczy drastycznie powiększyły się, a serce przyśpieszyło.
Wetknąłem kluczyk przypominający kształtem serce w dziurkę.
~~
Nie wiedziałem gdzie jestem. Przed chwilą się obudziłem. Nie była to na pewno moja sfora, ani jej pobliskie tereny.
N: Czas wracać do domu. - przymrużyłem oczy i spojrzałem w niebo.
Tak zaczęła się moja przygoda...





Od Nevis - Quest 2

Świeciło słońce. Niebo było bezchmurne. Ptaki śpiewały wyjątkowo; bardzo wesoło i mile dla ucha. Jak to mam w zwyczaju, nie potrafię siedzieć nic nie robiąc. Niestety skwar nie pozwalał na bieganie. Pomyślałam, więc że to dobry moment na pływanie czy zabawę w wodzie. Udałam się nad Wiszące Potoki i od razu zakochałam się w tym miejscu. Ostrożnie weszłam do wody, była zimna, ale nie lodowata. Od razu wyczułam miejsca głębsze, idealne aby popływać jak i płytkie, wspaniałe do zabawy. Zaczęłam żałować, że poszłam tam sama. Jednakże już po chwili o tym zapomniałam i bawiłam się w najlepsze, przy okazji ochraniając się przed upałem.
Usłyszałam krzyki, jakby ktoś robił krzywdę komuś innemu. Dobiegały cmentarza. Przez chwilę się zmagałam ze strachem, ale przecież musiałam pomóc temu psu, nawet jeśli to intruz. Wyszłam z wody i się otrząsnęłam. Czym prędzej pobiegłam w stronę wzbudzającego postrach miejsca.
Po kilku minutach byłam u celu. Przekroczyłam granicę cmentarzyska i stałam pomiędzy grobami. Żadnej żywej istoty ani widu, ani słychu. Obróciłam się. Zgubiłam drogę powrotną. Zaczęłam iść przed siebie. Nieszczęsny krok, zaważył na następne zdarzenia; znalazłam się na bagnach, do tego wciągających! Wtedy byłam załamana, straciłam wszelkie nadzieje na dalsze życie.
Przeleciał obok mnie biały kruk.
KRUK: Jeśli chcesz się stąd wydostać, musisz tutaj zostać. - Powiedział.
N: Co?! To niemożliwe!
KRUK: Kieruj się mądrością, słuchaj uważnie swojego serca, a się uwolnisz.
N: Dobrze... - Szepnęłam.
Zaczęłam myśleć. Może powinnam tam zostać u zaczekać na śmierć? Rozmyślałam tak do czasu, aż przypomniałam sobie kruk nie mówił nic o bagnach. Czyli miałam zostać na cmentarzu, a nie na trzęsawisku! Byłam cała w błocie, wystawał mi tylko pyszczek. Moja łapa dotknęła jakiegoś kamienia, następna też, ale to był raczej głazy! Resztkami sił napięłam mięśnie i wyskoczyłam. Upadłam na trawę. Byłam niezwykle zmęczona, ale szczęśliwa, że uszłam z życiem! Chociaż to nie do końca pewne, ponieważ musiałam jeszcze wyjść ze cmentarzu.
Wstałam i popatrzyłam w stronę lasu. Powoli zachodziło słońce. Obok stał gród, a na nim widniał napis: "Julit, zmarła w wieku 4 lat." Zaciekawiło mnie to. Taka młoda suka i już nie żyje? Nero nie mówił mi nic o tej byłej członkini sfory.
Szłam dalej. Ktoś mnie dotknął, gwałtownie się odwróciłam. 
Ne: Czego chcesz?! - Syknęłam. 
M: Spokojnie, to tylko ja. Kruk mi powiedział, że cię tu widział.
Ne: Uf... Maja, to ty. Przestraszyłaś mnie. Jak to? Kruk?
M: Tak, to przyjaciel naszej sfory.
Ne: Rozumiem. 
M: Może chodźmy już stąd....
Coś zaświeciło mi w oczy, na ziemi leżał amulet. 
Ne: Dobrze, tylko.. Spójrz, to amulet!

M: Pokażmy go Nero, niech on zdecyduje co z tym zrobić. 
***
Po wyjściu z cmentarzyska od razu pokazałyśmy znalezisko Alfie. 
N: Piękny, ale... to może być niebezpieczne. Odnieście to na miejsce, 
Ne: Nie chcę podważać decyzji Alfy, ale ja tam nie wrócę! 
N: Maja, co o tym sądzisz?
M: Może wyrzućmy go do rzeki?
N: Dobrze, zajmiesz się tym? 
M: Oczywiście.
***
Reszta dnia minęła mi miło oraz przyjemnie, ale tego zdarzenia nie zapomnę do końca życia.

<Koniec>

Nowy pies

Powitjamy Nesser'a. C:


Od Nevis - Quest 1 cz.2

Wyszłam przed budynek. Ogrodzenie było z cegieł, tworzących wielki mur, a pod nim posadzone były kolczaste krzaki. Straciłam wszelkie nadzieje, ale nie chciałam wrócić do klatki, więc pobiegłam za schronisko i schowałam się za drzewa rosnące przed ogrodzeniem, oparłam się o nie. Poczułam jak coś kłuje mnie w bok. Obróciłam się zobaczyłam klamkę, porośnięta bluszczem. To były ukryte drzwi! Rozdarłam łapą oraz pazurami rośliny i pchnęłam z całej siły. Otworzyły się! Wybiegłam na ulicę. Wokół mnie był tylko samochody i wieżowce. Moje oczy zalały się łzami. Jak teraz miałam znaleźć sforę? Ale moment... Czy to nie jest Chicago?! Miasto, w którym się urodziłam? Dokładnie, oto ono. Już znałam drogę, była ona daleka, ale prowadziła na terytorium sfory. Ponieważ była już noc, postanowiłam znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzie mogłabym przenocować, a wyruszyć dopiero rankiem. Moją uwagę zwrócił stary, opuszczony dom. Położyłam się i zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami, zasnęłam. 
***
Obudziłam się. Długa podróż przede mną. 
Najpierw pokonałam las, potem góry, przepłynęłam jezioro i wreszcie znalazłam w domu. Opowiedziałam wszystko psom ze stada, byli bardzo zdziwieni.

<Koniec>