Pp: Nie ma za co... - odpowiedziała wystraszona i lekko zmieszana.
Uśmiechnąłem się do niej i spojrzałem w jej błękitne oczy.
Pp: Jak zraniłeś sobie łapę? - zapytała po chwili.
E: Przygniotły mi ją spadające kamienie.. - odparłem ciszej.
Razem z Pipper wróciliśmy do reszty sfory, po drodze rozmawiając na wiele różnych tematów takich jak nasze pochodzenie i marzenia.
Na miejscu się rozdzieliliśmy, Pipper w jedną stronę, ja w drugą.
Chodziłem sobie chwilkę bez celu, omijając każdego psa. Jeszcze nie poznałem nawet wszystkich, ale poznawaniem wolę zając się kiedy indziej. Położyłem się w końcu pod dużym drzewem. wtulony w mech zasnąłem.
Obudziłem się po pewnym czasie, nie wie ile spałem, czy godzinę czy kilka minut. Wyciągnąłem się i poszedłem się napić, strumyk był całkiem niedaleko. Jakimś trafem była tam Pipper.
E: Witaj. - uśmiechnąłem się.
<Pipper?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz