Zostałem złapany przez ludzi. Nie miałem pojęcia dlaczego. Do czego jestem im potrzebny.
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund i nagle znalazłem się w dużym samochodzie, w jakiejś klatce. Było tam też kilka innych psów, większość zasmuconych leżało bezwładnie, tylko jeden z nich zębami gryzł kraty, by móc się wydostać.
E: Wiesz może co się dzieje? - zapytałem właśnie tego psa, a ten spojrzał na mnie dziwnie.
Scodie: Nie wiesz? Nie wiesz gdzie jedziemy? - pytał zdziwiony.
E: Nie bardzo... - odpowiedziałem po chwili namysłu.
Scodie: Jedziemy do schroniska... - opowiedział zwieszając głowę.
Wtedy przypomniałem sobie, że gdzieś o tym słyszałem. Podobno było to miejsce bez ucieczki. Straszne miejsce, takie z którego tylko nieliczny wychodzą, tylko Ci "wybrani".
Spojrzałem na Scodie'go (bo tak nazywał się pies) i nie mogąc nic zrobić położyłem się.
Po jakimś czasie byliśmy na miejscu. Drzwi się otworzyły i ludzie wyciągali po kolei psy. Nadeszła moja kolej, usłyszałem tylko słowa "Nie daj się! Walcz!" wypowiedziane przez Scodie'go. Ludzie chwycili mnie jakąś "pentlą na patyku", a ja zacząłem więc się szarpać, jednak nic to nie dało. Wprowadzili mnie do budynku i ponownie zamknęli w klatce.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz