Był dość ponury, chłodny dzień. Znajdowałem się gdzieś na przedmieściach Wielkiego Miasta. Już dawno straciłem rachubę czasu, włócząc się po ulicach. Trzymałem się z dala od jezdni, jednak hałas z ulicy stawał się coraz bardziej uciążliwy, więc postanowiłem pójść przez łąkę.
Wydawało mi się, że robi się już późno, więc przyspieszyłem kroku, choć sam nie wiedziałem, dokąd właściwie idę. W końcu zaszyłem się w wysokiej kępie trawy, postanowiłem usnąć.
Wczesnym rankiem obudził mnie dziwny dźwięk, dochodzący z dosyć bliskiej odległości. Wystarczyło, że wychyliłem głowę znad chaszczy, żeby dostrzec psa, który... śpiewał coś. Potrzebowałem chwili, by zidentyfikować tą piosenkę. Mój pan często śpiewał ją na ulicach. Był to utwór [i]Fires[/i].
Pies chyba mnie zauważył, bo zaczął biec w moją stronę.
Na: HEEEJ!! - zawył do mnie.
Zanim odpowiedziałem, zalał mnie potok jego pytań.
Na: Kim jesteś? Co tu robisz? Mieszkasz tu? Dokąd idziesz?
Ness: Ja... - zacząłem lekko zdezorientowany.
Na: ZARAZ. Słyszałeś, jak śpiewam?!
Ness: Cóż... no tak.
Na: A masz w ogóle jakiś dom? Jak nie, to pokażę ci moje stado! Na pewno ci się spodoba!
Nie miałem zwyczaju iść tak po prostu za nieznajomymi psami, więc przez chwilę się wahałem. W końcu, po chwili namysłu, poszedłem za nim.
Prowadził mnie przez las, bez przerwy mówiąc o czymś zawzięcie. Przyznam, nie słuchałem go, byłem czujny, znajdując się na obcym terenie.
W pewnym momencie zatrzymał się i usłyszałem inny głos.
N: Kogo znów przywiało na mój teren?
Na: Eee... bo ja spotkałem go na łące... i... noo... pomyślałem, że może do nas dołączy?
Pies, z którym rozmawiał podszedł do nas i przyjrzał mi się podejrzliwie, po czym zapytał wprost, czy chcę do nich dołączyć.
Ness: Właściwie, to... Bardzo chętnie. - powiedziałem, bo w końcu nigdy nie należałem do żadnej sfory. Pomyślałem, że warto spróbować.
N: Zatem witam cię w sforze bezgranicznej wolności. Ja jestem Nero Nevo - przywódca.
<Koniec>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz