wtorek, 8 lipca 2014

Od Mimry - Quest 1 cz.1

Nie lubię oddalać się, ale tym razem coś mnie pokusiło! Wiedziałam o mieście. Przecież to właśnie z niego uciekłam. Spokojnie udałam się najpierw w stronę rzeki. Napiłam się tam. Przejrzałam się w niej. Ruszyłam w stronę miasta: tak dawno tam nie byłam, nadal coś mnie tam ciągnęło. Las był taki zielony i szumiący… dlaczego więc chciałam iść do miniasta, świata ludzi? Na to nie umiem nikomu odpowiedzieć. Po prostu dalej szłam. Coś mnie tam przyciągało. Opuściłam już gęstwinę lasu i szłam dużą, leśną ścieżką. Było tam dużo śladów opon. Nagle coś usłyszałam, było to bardzo głośne. Spojrzałam się za siebie: było to auto. Zwolniło i zatrzymało się przede mną, blokując dalszą drogę. Wyszedł z niego człowiek. Wystawiłam zęby… Nie chciałam mieć z nim do czynienia. 
[L1]: Podejdziesz? 
Kierowca wyjął telefon i gdzieś dzwonił. Warknęłam. Odsunęłam się, nie wiedziałam co się tu szykuje. 
[L2]: Mamy zapędzić tego psa w ślepą uliczkę…
Kierowca wysiadł. Wtedy postanowiłam wykorzystać tą okazję i zaczęłam biec, chcą przebiec po siedzeniach i uciec. Wskoczyłam do auta, ale wtedy drzwi zamknęły się. Uderzyłam o nie, a wtedy drzwi za mną również się zamknęły. Kierowca zamknął auto.
[L1]: Nie sądziłem, że psy są aż tak chytre.
Warknęłam. Byłam zamknięta w aucie. A tak niedaleko było już do miasta!. Tylko pół kilometra dzieliło mnie od miasta. Usidłam, poddałam się, wiedziałam, że nie mam szans na ucieczkę. Wtedy pojawił się większy samochód. Wyszło z niego dwoje ludzi w zielonych strojach. Jeden z nich trzymał chwytak z pętlą. Spojrzeli na mnie przez szybę.
[L3]: Duża hybryda.
Rzuciłam się na niego, uderzając się o szybę. Mężczyzna wprowadził chwytak przez otwarte okno. Ugryzłam go najmocniej jak w tej chwili mogłam, ale bez skutku. Warknęłam. Wtedy pętla znalazła się na mojej szyi. Kierowca otworzył samochód. Wyszłam z niego, ale nie mogła nikogo dosięgnąć. Na moim pysku znalazła się druga pętla. W tym czasie, ten potwór, wyjął z szyby rękojeść chwytaka, którego pętla była na mojej szyi. Zmusili mnie do położenia się na boku i nałożyli kaganiec. Tych dwóch typów, którzy na mnie donieśli, schowało się w samochód i odjechało, a ci pracownicy schroniska (tak, domyśliłam się, że to oni), wrzucili mnie do klatki. Wsiedli do samochodu i odjechaliśmy. Po chwili byłam już w mieście, gdzie chciała się dostać. Było mi bardzo gorąco. Na dodatek miałam na sobie cały czas pętle. Położyłam się, byłam zrozpaczona. Zatrzymali się. Wszędzie było słychać szczekanie psów. To było na 100% schronisko. Otworzyli tylne drzwi, gdzie ja byłam. Pojawiło się więcej ludzi, głównie dziewczyn. Młodych, więc są wolontariuszkami.
[W1]: Agresywny pies? Chyba suczka.
[P1, czyli L3]: Nie będzie łatwo jej przenieść.
Przyszedł człowiek z plakietką Weterynarz. Jeden z pracowników przyciągnął mi pętle, a ten wkuł coś we mnie. Poczułam się senna, zasnęłam.
(po jakimś czasie)
Obudziłam się w dużym pomieszczeniu z wyjściem na podwórze. Byłam w plastikowym legowisku wyłożonym kocami. Obok wejścia. Z tego co usłyszałam z otwieranego boksu, drzwi, o ile można to tak nazwać, były standardowe: miały przesuwaną część, którą mógł ruszyć tylko człowiek.


C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz