Wyszłam przed budynek. Ogrodzenie było z cegieł, tworzących wielki mur, a pod nim posadzone były kolczaste krzaki. Straciłam wszelkie nadzieje, ale nie chciałam wrócić do klatki, więc pobiegłam za schronisko i schowałam się za drzewa rosnące przed ogrodzeniem, oparłam się o nie. Poczułam jak coś kłuje mnie w bok. Obróciłam się zobaczyłam klamkę, porośnięta bluszczem. To były ukryte drzwi! Rozdarłam łapą oraz pazurami rośliny i pchnęłam z całej siły. Otworzyły się! Wybiegłam na ulicę. Wokół mnie był tylko samochody i wieżowce. Moje oczy zalały się łzami. Jak teraz miałam znaleźć sforę? Ale moment... Czy to nie jest Chicago?! Miasto, w którym się urodziłam? Dokładnie, oto ono. Już znałam drogę, była ona daleka, ale prowadziła na terytorium sfory. Ponieważ była już noc, postanowiłam znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, gdzie mogłabym przenocować, a wyruszyć dopiero rankiem. Moją uwagę zwrócił stary, opuszczony dom. Położyłam się i zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami, zasnęłam.
***
Obudziłam się. Długa podróż przede mną.
Najpierw pokonałam las, potem góry, przepłynęłam jezioro i wreszcie znalazłam w domu. Opowiedziałam wszystko psom ze stada, byli bardzo zdziwieni.
<Koniec>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz