Ktoś szedł w moją stronę. Leżałam w legowisku. Owa osoba zatrzymała się. Była to ta wolontariuszka, co przy tym, jak przyjechałam.
[W1]: Chyba się tobie polepszyło, co?
Wstałam w zamiarem warknięcie, ale darowałam sobie i położyłam się. Po co warczeć i atakować drzwi. Dziewczyna otworzyła drzwi i weszła do mnie. Zamknęła je i usiadła przy nich. W kieszeni miała obrożę.
[W1]: Nic ci nie zrobię…
Wyciągnęła rękę. Przekręciłam się na drugi bok. Dziewczyna podeszła do mnie. Wtedy warknęłam i wybiegłam na dwór. Czego oczekiwała? Że dam się jej teraz udobruchać. Usiadłam. Położyłam po sobie uszy. Usłyszałam głosy ludzkie. Spojrzałam w tamtą stronę. Szła „wycieczka”, na czele z wolontariuszką. Warknęłam na nich. Ludzie spojrzeli na mnie. Jeden wyciągnął rękę, trochę za blisko, przejechałam mu ją zębami, na których została jego krew… Natychmiast cofnął ją.
[W2]: Mówiłam, by nie wkładać rąk
Mężczyzna oglądał rękę. Poszli dalej. Byłam zrozpaczona… jak stąd uciec. Zawyłam. Wilczy instynkt wygrywał, zaczęłam uderzać z rozbiegu i z całej siły w drzwi, chciałam je wywarzyć. Ciało coraz bardzo mnie bolało, zaczynało brakować mi energii… Zebrało się kilku wolontariuszy i pracowników. Uderzyłam w drzwi jeszcze raz i upadłam ze zmęczenia. Wszystko mnie bolało…
[P1]: Co z nią zrobić?
[P2]: Zostawić, niech się przyzwyczai.
Pracownicy i wolontariuszki odeszli, prócz jednej, znów tej samej. Weszła do mnie omijając mnie. Kucnęła przy mnie. Wyciągnęła rękę i dotknęła mnie. Złapałam jej rękę w pysk, ale nie miałam siły jej zacisnąć. Wróciłam głową na miejsce. Leżałam jak trup powoli zamykając oczy. Głaskała mnie. Odpoczywałam. Czułam, że mnie nie skrzywdzi. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam, byłam w legowisku z obrożą. Ona siedziała przy mnie, patrząc na mnie. W ręce miała smycz. Przypięła mnie do niej i wstała. Dopiero teraz zauważyłam, że drzwi do boksu były otwarte. Szłam za nią na smyczy, jakby ułożona, ale miałam plan. Wyszłam z nią poza teren schroniska. Przełożyłam łapę przez smycz, jakbym się zaplątała. Wtedy ona straciła uwagę, a ja wyrwałam się jej i uciekłam. Gdy byłam już daleko, zatrzymałam się tylko, spojrzałam na nią i odbiegłam dalej. Dziewczyna tam stała, nie mogła nic zrozumieć. Biegłam tak z tą smyczą i obrożą. Na moje szczęście, schronisko było niedaleko lasu naszej sfory. Biegnąc, zaczepiłam się smyczą o gałąź. Nie mogłam przegryźć smyczy, a obroży nie dosięgałam. Wtedy pojawił się inny człowiek, mała dziewczynka. Podeszła do mnie, dałam się jej pogłaskać. Nie wiedziała, że dla ludzi robię źle i odpięła mi obrożę. Odbiegłam zostawiając dziecko. Poznałam „strony świata ludzi”: niektórzy chcą pomagać psom, inny je krzywdzą, a jeszcze inny są nieświadomi tego co robią. Zrozumiałam, że to nie dla mnie świat i biegłam na łąkę sfory. Gdy tam byłam, padłam na trawę. Uśmiechnięta, ciężko oddychałam oświetlona słońcem.
(Koniec)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz