Zacząłem przyzwyczajać się do losu włóczęgi. Od paru dni nie czuję też głodu, ani potrzeby picia.
Chyba zaczynam wariować. Niekończąca się pustynia. Chociaż. Moim oczom ukazał się mroczny las.
N: Hah.. fata morgana. - wyśmiałem samego siebie.
Zbliżając się do celu miałem coraz większe wątpliwości. Parę metrów od drzew pokrytych grzybami i czarną powłoką rozciągała się spaczona ziemia. Stanąłem na krańcu jeszcze normalnego podłoża rozmyślając nad tym czy to kłamstwo czy prawda. Zrobiłem krok do przodu kładąc jedną łapę na zwyrodniałej trawie.
Oczy zabłysły, a w głowie zacząłem słyszaeć masę szeptów. Niestety nic nie rozumiałem. Cofnąłem się gwałtownie. Cisza... Powtórzyłem wszystkie czynności jeszcze raz i za każdym razem głosy nasilały się. W końcu przestałem się wachać i wszedłem w głąb gąszczu dziwnej energii. Kierowałem się w stronę gdzie z każdym kolejnym krokiem wszystko co działo się w mojej głowie stawało się coraz to głośniejsze.
Szum był nie do wytrzymania. Chwyciłem się za źródło odgłosów i upadłem na ziemię kręcąc się oraz krzycząc. W końcu mowa stała się na tyle donośna, że mogłem już zrozumieć pojedyncze wyrazy.
[Tu jestem ... ścieżką ... mnie zobaczyć ... choć ... Ci]
Posłuchałem i ruszyłem biegiem po ścieżce. Gwałtownie zatrzymałem się, kiedy moim oczom ukazała się postać mrocznego ogiera.
Oczy miał owinięte czerwoną wstęgą. Pysk był rozcięty i zszyty. Wyglądał jak wielki uśmiech. Na pośladku posiadał znamię w kształcie serca.
Zaczął obchodzić mnie w koło, a ja tylko śledziłem jego "wzrok." Gdy w końcu przystanął poczułem się jak zahipnotyzowany. Podszedłem do niego, a on ugiął swoje przednie kopyta spuszczając łeb w dół dając mi jakby do zrozumienia, że należy do mnie. Wskoczyłem bez zastanowienia na grzbiet zwierzęcia i by się utrzymać wbiłem pazury w ciało. Normalny koń od razu zaczął by wierzgać, lecz musze pamiętać, że nie jest to zwykły konik, który biega po polanach.
Usłyszałem jego mowę. Te szepty to był on. Czułem jak jego energia przepływa przez moje ciało. To było coś niesamowitego. Czułem bicie jego serca, dwóch serc. Z pewnością nie posiadał jednego.
N: Jedź. - rzuciłem nie pewnie.
Jak się spodziewałem koń rzucił się w galop.
N: Kłus.
Zwolnił. Słuchał każdego mojego polecenia.
C.D.N.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz