Dojechaliśmy do jakiegoś strasznego miejsca, było tam mnóstwo psów i innych zwierząt.
Gdy otworzyły się drzwi do gabinetu, zobaczyłem człowieka w białym fartuchu uśmiechającego się.
Przeraziłem się, zacząłem wierzgać i szarpać się, lekarz próbował mnie złapać ale ugryzłem mu rękę, a kobieta która mnie trzymała oberwała w kostkę.
Uciekałem z żyłkową smyczą która przy każdym moim kroku zaciskała się coraz bardziej.
Dobiegłem do lasu, prawie dusząc się w gumowej obroży.
Spotkałem tego szczura, który chciał mi dać jedzenie.
SZCZUR: I co gamoniu dałeś się złapać ! - wskoczył na mnie i rozgryzł gumowe zapięcie.
Byłem wolny.
Ale na dodatek przyniósł mi wygrzebany ze śmietnika kawałem wielkiego mięsiwa.
NA: Dzięki, przyjacielu ! - uścisnąłem jego małą łapkę i tak się rozstaliśmy.
Wróciłem do swojego domu i pierwszą rzeczą którą zrobiłem to było.......spanie.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz