Dwa miesiące, może trzy… nie wiedziałem dokładnie ile czasu minęło odkąd moi byli właściciele porzucili mnie na drodze. Od tamtej pory moje życie nie wyglądało najlepiej. Żeby przeżyć musiałem kraść ludziom jedzenie, co wcale nie było proste, więc często słaniałem się z głodu. Najtrudniej było jednak pogodzić się z brakiem ciepłego domu – byłem zmuszony spać w ciemnych i obskurnych miejscach, często na dworze, przesiąknięty deszczem. Ale cóż… takie życie. Trzeba iść dalej.
Tego dnia wędrowałem po rozległych zielonych równinach. W oddali można było dostrzec wysokie góry. Cały czas słyszałem szum płynącej niedaleko rzeczki. Nagle usłyszałem głośne szczeknięcie. Odwróciłem się i zobaczyłem biało-czarną suczkę. Patrzyła na mnie, wyraźnie zdenerwowana. Nie miałem ochoty wdawać się w bójkę.
Ed: Eee… Cześć. Jestem Eden. Przepraszam, jeżeli wszedłem na twój teren… - zacząłem nieśmiało.
(Asai?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz