środa, 9 lipca 2014

Od Nevis - Quest 2

Świeciło słońce. Niebo było bezchmurne. Ptaki śpiewały wyjątkowo; bardzo wesoło i mile dla ucha. Jak to mam w zwyczaju, nie potrafię siedzieć nic nie robiąc. Niestety skwar nie pozwalał na bieganie. Pomyślałam, więc że to dobry moment na pływanie czy zabawę w wodzie. Udałam się nad Wiszące Potoki i od razu zakochałam się w tym miejscu. Ostrożnie weszłam do wody, była zimna, ale nie lodowata. Od razu wyczułam miejsca głębsze, idealne aby popływać jak i płytkie, wspaniałe do zabawy. Zaczęłam żałować, że poszłam tam sama. Jednakże już po chwili o tym zapomniałam i bawiłam się w najlepsze, przy okazji ochraniając się przed upałem.
Usłyszałam krzyki, jakby ktoś robił krzywdę komuś innemu. Dobiegały cmentarza. Przez chwilę się zmagałam ze strachem, ale przecież musiałam pomóc temu psu, nawet jeśli to intruz. Wyszłam z wody i się otrząsnęłam. Czym prędzej pobiegłam w stronę wzbudzającego postrach miejsca.
Po kilku minutach byłam u celu. Przekroczyłam granicę cmentarzyska i stałam pomiędzy grobami. Żadnej żywej istoty ani widu, ani słychu. Obróciłam się. Zgubiłam drogę powrotną. Zaczęłam iść przed siebie. Nieszczęsny krok, zaważył na następne zdarzenia; znalazłam się na bagnach, do tego wciągających! Wtedy byłam załamana, straciłam wszelkie nadzieje na dalsze życie.
Przeleciał obok mnie biały kruk.
KRUK: Jeśli chcesz się stąd wydostać, musisz tutaj zostać. - Powiedział.
N: Co?! To niemożliwe!
KRUK: Kieruj się mądrością, słuchaj uważnie swojego serca, a się uwolnisz.
N: Dobrze... - Szepnęłam.
Zaczęłam myśleć. Może powinnam tam zostać u zaczekać na śmierć? Rozmyślałam tak do czasu, aż przypomniałam sobie kruk nie mówił nic o bagnach. Czyli miałam zostać na cmentarzu, a nie na trzęsawisku! Byłam cała w błocie, wystawał mi tylko pyszczek. Moja łapa dotknęła jakiegoś kamienia, następna też, ale to był raczej głazy! Resztkami sił napięłam mięśnie i wyskoczyłam. Upadłam na trawę. Byłam niezwykle zmęczona, ale szczęśliwa, że uszłam z życiem! Chociaż to nie do końca pewne, ponieważ musiałam jeszcze wyjść ze cmentarzu.
Wstałam i popatrzyłam w stronę lasu. Powoli zachodziło słońce. Obok stał gród, a na nim widniał napis: "Julit, zmarła w wieku 4 lat." Zaciekawiło mnie to. Taka młoda suka i już nie żyje? Nero nie mówił mi nic o tej byłej członkini sfory.
Szłam dalej. Ktoś mnie dotknął, gwałtownie się odwróciłam. 
Ne: Czego chcesz?! - Syknęłam. 
M: Spokojnie, to tylko ja. Kruk mi powiedział, że cię tu widział.
Ne: Uf... Maja, to ty. Przestraszyłaś mnie. Jak to? Kruk?
M: Tak, to przyjaciel naszej sfory.
Ne: Rozumiem. 
M: Może chodźmy już stąd....
Coś zaświeciło mi w oczy, na ziemi leżał amulet. 
Ne: Dobrze, tylko.. Spójrz, to amulet!

M: Pokażmy go Nero, niech on zdecyduje co z tym zrobić. 
***
Po wyjściu z cmentarzyska od razu pokazałyśmy znalezisko Alfie. 
N: Piękny, ale... to może być niebezpieczne. Odnieście to na miejsce, 
Ne: Nie chcę podważać decyzji Alfy, ale ja tam nie wrócę! 
N: Maja, co o tym sądzisz?
M: Może wyrzućmy go do rzeki?
N: Dobrze, zajmiesz się tym? 
M: Oczywiście.
***
Reszta dnia minęła mi miło oraz przyjemnie, ale tego zdarzenia nie zapomnę do końca życia.

<Koniec>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz