Pewnego dnia spacerowałem po sforze, byłem okropnie głodny a wszyscy jeszcze spali.Zwierzyny nie było nigdzie.
Gdy chodziłem po lesie podbiegł do mnie jakieś miejski szczur i wołał jak głupi.
SZCZUR: Ej, chodź, znajdę ci jedzenie !
Mimo że próbowałem powstrzymywać się od tego zamiaru to w końcu przełamałem się i pobiegłem za szczurem.
Doszliśmy do ruchliwej ulicy, wszędzie widziałem porozjeżdżane psy, koty i inne zwierzęta.
SZCZUR: NO chodź, nic ci się nie stanie przełaź przez tą drogę ! - widocznie się wkurzył.
Gdy przechodziłem przez jezdnię, na której aut nie było bo przejazd zamknęli przechodziła jakaś kobieta, wyglądała na miło.
Szczur uciekł a ja chciałem pobiec za nic, ale kobieta złapała mnie na jakąś żyłkę która zaciskała się na mojej szyi.
Gryzłem i skakałem, ale ona nic sobie nie robiła.
Wepchnęła mnie do jakiejś furgonetki i pojechaliśmy.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz