Od dawna; nie poczułem smaku ryzyka; nie wybrałem się w świat; nie odczuwałem adrenaliny we krwi. Moje życie ostatnio było bardzo puste. Brakowało czegoś... Czegoś co wywróciło by mój świat do góry nogami. Aby móc w spokoju przemyśleć swój żywot udałem się na cmentarz.
Usiadłem wygodnie przy jednym z nagrobków. W kamieniu był wyryty napis; R.I.P. Alice.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Byłem znużony tym miejscem. W końcu usnąłem... Ze snu wybudziłem się, gdy niebo pokryła już ciemna płachta. Na dworze nie było jednak strasznie ciemno. Księżyc był w pełni. Rzuciłem spojrzenie na kamienną tabliczkę na której teraz napis brzmiał; Twoja odwaga Cię zgubi. Moje błękitne oczy pociemniały, a źrenice rozszerzyły się. Zrobiłem krok do tyłu i poczułem czyjś zimny dotyk na swoim ciele.
Ktoś: Dokąd idziesz? - byłem przekonany, że to głos suczki.
N: Lauren? - odwróciłem się z nadzieją, że to ona.
Moje ciało drżało, a gdy ujrzałem paskudną poczwarę przed sobą zerwałem się do ucieczki.
Usiadłem wygodnie przy jednym z nagrobków. W kamieniu był wyryty napis; R.I.P. Alice.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Byłem znużony tym miejscem. W końcu usnąłem... Ze snu wybudziłem się, gdy niebo pokryła już ciemna płachta. Na dworze nie było jednak strasznie ciemno. Księżyc był w pełni. Rzuciłem spojrzenie na kamienną tabliczkę na której teraz napis brzmiał; Twoja odwaga Cię zgubi. Moje błękitne oczy pociemniały, a źrenice rozszerzyły się. Zrobiłem krok do tyłu i poczułem czyjś zimny dotyk na swoim ciele.
Ktoś: Dokąd idziesz? - byłem przekonany, że to głos suczki.
N: Lauren? - odwróciłem się z nadzieją, że to ona.
Moje ciało drżało, a gdy ujrzałem paskudną poczwarę przed sobą zerwałem się do ucieczki.
Nie myślałem, że potrafię się poruszać z taką prędkością. Władał mną strach. Chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce, jednak rozglądając się widziałem coraz więcej odrażających potworów. Zbliżały się w moją stronę. Zwinnym ruchem wbiegłem do małej groty mieszczącej się na obrzeżach cmentarza.
Zatrzymałem się. Dysząc i sapiąc próbowałem złapać oddech.
Ktoś: Myślałeś, że uciekniesz. - po jaskini rozszedł się złowrogi śmiech.
N: Kim Ty do cholery jesteś?! - krzyknąłem oddalając się od niewiele wyższej ode mnie bestii.
Ktoś: Zwę się L'orrore più oscuro dell'Abisso, lecz możesz mi mówić Mostro. - syknęła mi prosto w twarz.
Odór, który można było czuć z odległości wielu kilometrów niemiłosiernie gryzł mnie w nosie.
Mo: Do rzeczy! - warknęła i zaczęła lustrować moją sylwetkę. - Wyglądasz na prawdę... pysznie.
N: Co Ty gadasz. Same kości i skóra. - próbowałem ukryć swoją panikę.
Mo: Uroczy jesteś. - kąciki jej pyska uniosły się w górę. - Zdradź mi proszę cel Twojego przyjścia.
N: Przypadkiem przechodziłem.
Mo: Żałone. Myślisz, że Ci uwierzę?! - warknęła.
N: Mówię prawdę. - moje ciało przeszły ciarki.
Mo: Nie oszukasz mnie śmiertelniku! Wiem wszystko. - ochydny śmiech poczwary rozszedł się po jaskini.
N: Serio? - uśmiechnąłem się sztucznie próbując grać na czas.
Rozejrzałem się w koło i kolejny raz zacząłem uciekać przed tym czymś. Schowałem się za wielką kolumną.
Byłem pewny, że to już koniec. Sfora z pewnością poradzi sobie beze mnie. Przygotowany byłem na wszystko, nawet na śmierć.
Spostrzegłem w małym kamieniu obok kluczyk.
Podniosłem go i przyjżałem się mu dokładnie.
N: Interesujące. - szepnąłem wgapiając się w znalezisko.
Mo: Czuje Cię. Twój strach. - Mostro zbliżało się w moim kierunku.
Wreszcie zacząłem myśleć racjonalnie. To nie był czas i miejsce bym umierał. Nie teraz. Przylgnąłem ciałem do kamiennej posadzki i kątem oka dostrzegłem otwór na klucz.
N: To może być wyjście. - moje oczy drastycznie powiększyły się, a serce przyśpieszyło.
Wetknąłem kluczyk przypominający kształtem serce w dziurkę.
~~
Nie wiedziałem gdzie jestem. Przed chwilą się obudziłem. Nie była to na pewno moja sfora, ani jej pobliskie tereny.
N: Czas wracać do domu. - przymrużyłem oczy i spojrzałem w niebo.
Tak zaczęła się moja przygoda...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz