Piękny, letni dzień. Wyraźnie wyczuwalna w powietrzu atmosfera radości. Leżałem w cieniu drzewa i choć zazwyczaj było to dość ciche miejsce, to dzisiaj co chwilę jakiś pies przebiegał koło mnie. A ja łudziłem się, że pobiegną w inne miejsce, chociażby do Błękitnej Doliny lub Purpurowej Zatoki. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, sfora wciąż pałętała się po Golden Forest. Jak dotąd żaden z psów nie zaprosił mnie do ich grona, a ja nie miałem zamiaru nikomu się narzucać. Dlatego postanowiłem przejść się po okolicy i spędzić dzień poza lasem.
Pogoda wprost idealna. Lekki wiatr smagał mnie po pysku, kiedy biegłem w stronę doliny, uwolniony od myśli. Dotarłem do łagodnego brzegu rzeki. Leżało tu mnóstwo płaskich kamieni, wygładzonych przez wodę. Świetne miejsce na drzemkę - przebiegło mi przez myśl. Jednak ja pobiegłem tam, gdzie brzeg był wysoki i stromy, żeby wykonać skok prosto na środek rzeki. Przez ułamek sekundy leciałem w powietrzu, by następnie...
- Auuuu!!!
...wpaść na psa, kąpiącego się dokładnie w miejscu, gdzie skoczyłem.
Nurt porwał mnie, ale szybko skręciłem i wyszedłem na brzeg. Pies zrobił to samo. Był większy ode mnie i silniej zbudowany. Zdążyłem już poznać większość członków sfory, oczywiście tylko z imienia, więc wiedziałem, że mam do czynienia z suczką imieniem Asai. Najwyraźniej była niezbyt zadowolona z tego, że zwaliłem jej się na głowę. Patrzyła na mnie z wyraźną chęcią ataku.
Ness: Zanim zdążysz mi coś zrobić, wiedz, że nie mam w zwyczaju spadać na inne psy. Przepraszam.
Nie odpowiedziała, tylko dalej przewiercała mnie wzrokiem. Powoli zaczynałem rozważać możliwość ucieczki, gdy zapytała:
As: Należysz do sfory?
Ness: Od kilku dni.
As: Ja też. Jestem...
Ness: Asai. - wszedłem jej w słowo. - Wiem. Ja mam na imię Nesser.
Spojrzała na mnie podejrzliwie.
As: Zaraz. Skąd właściwie znasz moje imię?
Ness: Cóż... Od członków sfory. - skłamałem. Chyba nie byłaby zadowolona z faktu, że ją obserwowałem, tak samo jak całą resztę stada. - Pójdę już. - dodałem i ruszyłem w górę rzeki.
Nigdy wcześniej nie byłem aż tak daleko, bo doszedłem do miejsca, w którym rzeka przypominała bardziej górski potok. Raz po raz wyskakiwały z niej łososie, płynące pod prąd. Tu mogą być niedźwiedzie - pomyślałem, oglądając się za siebie. I rzeczywiście, zobaczyłem zwierzę, stojące parę metrów za mną. Jednak to nie był niedźwiedź, tylko...
Ness: Asai? Myślałem, że wróciłaś do reszty.
<Asai?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz