wtorek, 8 lipca 2014

Od Lauren C.D. Od Nero

L: Hm. - zastanowiłam się. - Po za gapieniem się nocą w niebo uwielbiam jeszcze biegać, polować... A czego nie lubię? Na pewno hałasu... I samochodów, są okropne.
N: Polować, heh? Musiałbym to zobaczyć - powiedział nieco niedowierzająco.
L: Hmpf! Nie ma sprawy - wskazałam głową na małe stadko kaczek znajdujące się po drugiej stronie brzegu. Wyglądało na to, że miałam chwilowy przypływ odwagi.
Nero podniósł zdziwiony brew. Zbliżyliśmy się do nieświadomych niczego ptaków. "To nie powinno być trudne" - stwierdziłam. Trawa była w miarę wysoka i gęsta, a obok moich potencjalnych ofiar rósł duży, pokryty liśćmi, krzew. Wraz z psem, schowaliśmy się za nim. Wybrałam sobie cel. Był nim zdrowy, piękny kaczor, chciałam zrobić jak największe wrażenie na alfie. Przywarłam do ziemi i przeczołgałam się pod krzakiem, zza którego Nero, nadal z mieszanką zdziwienia i radości na pysku, obserwował moje poczynania.
Polowania były dla mnie zawsze dziecinną igraszką. Zbliżałam się, więc do zwierzyny, wyobrażając już sobie jak kładę nią, pięknie upolowaną, przed owczarkiem. Nagle poczułam, jak pewność siebie momentalnie mnie opuściła i znów stałam się strachliwą Lauren. Dostałam czegoś w rodzaju tremy. Obraz triumfu, jaki przed chwilą jeszcze widniał w mojej głowie, zmienił się w zupełną porażkę. 
Łapa podwinęła mi się i zaliczyłam pięknie glebę. A było już tak blisko... Kaczki odfrunęły w popłochu, a ja leżałam jeszcze na trawie, niezadowolona tym beznadziejnym biegiem wydarzeń. 
Nero wyskoczył zza krzaku, nie ukrywając rozbawienia. Podał mi łapę i pomógł wstać.

<Nero ;P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz