Był piękny wiosenny poranek, słońce już pieściło świat swoimi ciepłymi promieniami, po niebie latały rozśpiewane skowronki. Ja akurat wracałam najedzona i zadowolona z udanego polowania. Przysłuchując się trelom ptaków przedzierałam się powoli przez wysokie trawy. Zmierzałam w kierunku łąki w celu odpoczęcia po łowach.
Darń robiła się coraz bardziej skąpa. Już miałam wejść na murawę, kiedy nagle zamarłam. Z przednią łapą wysuniętą do przodu i resztą ciała skrytą w gąszczu traw wpatrywałam się w obiekt leżący naprzeciwko mnie, w cieniu wielkiego drzewa. "To jakiś pies."- pomyślałam. "Co mam zrobić?" Przykleiłam się do ziemi i czekałam bacznie obserwując czarnego psa. Obcy zaczął węszyć nosem w powietrzu i odwrócił głowę w moją stronę. Lęk obezwładniał moje kończyny, podczas gdy tamten podniósł się i niepewnie zamerdał ogonem.
M: Hej, co tak się chowasz? Wyłaź! - zawołała.
Wstałam z podkulonym ogonem i wzrokiem spuszczonym w dół. Powoli zrobiłam krok w kierunku psa.
M: Nie bój się, nic ci nie zrobię - powiedziała wesoło nieznajoma. - Jestem Mimra, a ty?
Uspokoiłam się nieco i spojrzałam na suczkę. Stała przede mną hybryda wilka z psem energicznie machająca ogonem i z uśmiechem na pysku.
L: L-Lauren - wyjąkałam.
<Mimra? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz