Jak codziennie zacząłem dzień od sprawdzenia, czy nie ma gdzieś przypadkiem kogoś ze schroniska (bo miałem jeszcze plakietkę z adresem tego dręczyciela psów). Żadnego widać nie było, więc poszedłem nad rzekę napić się wody i wykąpać się. Później poszedłem przespacerować się po lesie. W drodze powrotnej zauważyłem psa. Widząc że pies uśmiecha się w moją stronę, postanowiłem odwzajemnić to.
Ale i tak byłem czujny. Nagle nie wytrzymałem:
A: Witaj.
Pies podszedł do mnie z szerokim uśmiechem na pysku.
<Ktoś chętny dokończyć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz