Hah...co tu robić? Grrr...że też musiał pójść.
S: To co robimy? - spytała.
R: Nie wiem - z dziwnym wyrazem pyska dodałem. - A może mały wyścig?
S: Ok - odpowiedziała z błyskiem w oku.
R: Od tego miejsca-narysowałem linię łapą - do lasu.
S: Dobrze ja odliczę - powiedziała i ustawiła się na linie wcześniej narysowanej przeze mnie. - Gotowi....do startu....STAR!
Ruszyliśmy jak dwie torpedy. Ona sporo mnie wyprzedziła, ale się nie dałem i jednym dużym susem ją nadgoniłem. Raz podcinała mi drogę to zaraz ja jej przecinałem drogę. Tak trwało aż do rzeki przedzielającej las. Albo ją ominąć albo przepłynąć. Wskoczyłem do wody. Ach ta świeża, czysta i zimna woda! Wspaniała ochłoda. Skyler mnie doganiała. I nagle kompletnie straciłem panowanie nad sobą z powodu byle ryby! Musiałem ją złapać. Uwielbiam gonić ryby. Gdy ja zabawiałem się z rybą ona już dawno dotarła do lasu. Na szczęście chwilę potem zauważyłem to i szybko pobiegłem do lasu.
S: Wygrałam - powiedziała dumnie.
R: Chyba....t-tak - powiedziałem dysząc.
<Skyler?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz