czwartek, 3 lipca 2014

Od Lauren C.D. Od Naval'a - Powitanie

Stałam przez chwilę i przetwarzałam ten dziwny bieg wydarzeń. "Czy to jakiś atak lęku? A może trauma?" - zastanawiałam się nad, wręcz chorym, zachowaniem towarzysza - "Nawet jeśli, to i tak prędzej, czy później musielibyśmy nawiać, bo chcieliby nas wsadzić do schroniska..."
Wgryzłam się w ramię człowieka stojącego nad łóżkiem. Mężczyzna krzyknął z bólu i wypuścił z ręki strzykawką. Naval wykorzystał ten moment i zaczął się szarpać, próbując przy tym przegryźć pasy, którymi był przywiązany do łoża. W końcu mu się udało. Wybiegł przez okno, a ja uwolniłam człowieka od mojej szczęki i wystrzeliłam, jak proca, za owczarkiem. Po kilku chwilach, razem z towarzyszem, byłam już daleko od budynku. 
L: Dobrze, już nas na pewno nie znajdzie - stwierdziłam, gdy doszliśmy do skraju lasu.
W oczach Navala nadal widziałam przerażenie. Byłam ciekawa, czemu zaczął tak panikować, ale postanowiłam zapytać go o to później.
L: Jak tam twoja łapa? - obserwowałam, jak pies kuśtyka pod pień dużego świerku i kładzie się pod nim zmachany. - Wydaje mi się, że nadal jest ci potrzebna opieka weterynarza.
Navala widocznie nie zadowoliło moja wypowiedź, zaczął energicznie kręcić głową mówiąc tym gestem "kategorycznie nie chcę wracać do tego psychopaty".
L: Nie martw się - zachichotałam. - Obok mojego dawnego domu mieszka pewna kobieta, która za się na opiece zwierząt. I nie, nie zwiąże cię żadnymi linami, łańcuchami, ani niczym, to naprawdę porządny człowiek. 
Dałam psu czas na odpoczynek i czekałam, aż coś powie.

<Naval?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz