N: Gratuluję. - uśmiechnąłem się do niej i puściłem przyjacielskie oczko.
Robiło się już dość późno. Słońce zaczęło zachodzić, a niebo zrobiło się purpurowe.
L: Nie podejrzewałam, że może być tu tak ładnie. - Lauren uniosła pysk wyjrzej by oglądać kolorowe chmury.
Przytaknąłem i dodałem po chwili.
N: Chyba lepiej będzie jeśli odprowadzę Cię do domu.
L: Okej... - kąciki jej pyska uniosły się lekko w górę.
Odprowadziłem suczkę pod wejscie do jej groty.
N: Do zobaczenia. - zamerdałem ochoczo ogonem.
L: Pa. - odwróciła się i zniknęła w ciemności.
Sklepienie niebieskie oblała noc, lecz nie miałem ochoty wracać. Ułożyłem się wygodnie wśród traw i oglądałem gwieździste niebo rozmyślając o sforze. Usłyszałem szemranie wokół siebie. Podskoczyłem jak oparzony i warknąłem.
N: Kto tam?!
L: Spokojnie to tylko ja... - usłyszałem cichy nieśmiały pisk.
N: Co Ty tu robisz? - otworszyłem szerzej oczy ze zdziwienia, a mój głos złagodniał.
L: Chciałam wyjść się napić. - podeszła bliżej, było jednak zbyt ciemno bym mógł ujrzeć całą jej sylwetkę, lecz nie miałem żadnych wątpliwości, że to Lauren.
<Lauren? c: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz